No to mamy wiosnę, taaak?
Wyczekana, wymarzona, wyjęczana pośród chmur pary wydobywającej się z ust. Prośba o nią była słyszalna w każdym szczęknięciu zębów i potarciu skostkniałych dłoni.
No i jest.
I tutaj pora na wkroczenie do akcji mojej przewrotnej natury. Znaczy cieszę się, oczywiście. Ale jakoś tak nie całym jestestwem, nie czuję ciepła w dłoniach, nie cieszę się z lekkich rajstop ani z butów, które w końcu nie są zimowe. Nie zachwycają mnie do głębi ani rozwijające się pąki ani nieśmiało, acz konsekwentnie rosnąca trawa. Znaczy, ładnie jest, oczywiście…
I teraz wyjdzie, że jestem stetryczałą cyniczką, której wiecznie źle i której jedyną potrzebą jest ta narzekania.
A ja się po prostu stęskniłaaaaam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
————————————————————————
Ta urocza linia, jakże wyszukana pod względem estetycznym i będąca szczytem moich możliwości informatycznych niech skończy tę żałosną pierwszą część wpisu. Myślę, że nikt nie zasłużył na to by była dłuższa. Zresztą nie zaszkodzi mi przeprosić i za tę parę akapitów.
Jako, że nie mam pomysłu na interesujący temat to napiszę pokrócte” co tam więcej słychać”. (Właśnie niiiiic nie słychaaać buuu!!!!!!!) No cóż niestety ta część mojej natury jeszcze się nie pogodziła z poskromnieniem za pomocą krwiożerczych myślniczków, ale jestem w stanie to zrozumieć. I tak już dogorywa. Tak więęęc….
Dzień jak dzień. (Znaczy jak dzień w którym musisz wstać ZBYT rano, iść do szkoły na ZBYT wiele godzin, na ZBYT długi angielski i w ogóle ZBYT!!!) Znaczy dobry dzień. Profesor polonistka z radością cytowała nasze prace klasowe głosząc, że “Słowacki miał problem z tym że nie miał dzieci” i że “Liryk Mickiewicza skupia się głównie na swojej osobie”. Podobnie ” Słowacki pisał swój liryk w sile wieku, nawet na tamte czasy jeszcze młody – 20 kilka lat”, podobnie “jego sztuka była oparta na przodkach”. K, niezapomniane!
Na chemii i fizyce byłam zajęta umieraniem, więc z racji tego absorbującego procesu nie byłam w stanie zarejestrować nic godnego uwagi. Za to na wiesiografii musiałam zmartwychwstać, bo bliski jest dzień sądu. Znaczy niedługo mnie zapyta, więc trzeba było słuchać.
I nasz kochany erotoman Wiesiu nie zawiódł. Ze zdziwieniem odnotowałam fakt, że egzorcyści pracują w usługach, podobnie jak wojsko i policja. Niestety moje uwielbienie dla elokwencji profesora jest zmniejszone przez fakt ignorowania moich górnolotnych myśli… Ja o polityce państwa jako o czynniku sprzyjającym rozwojowi usług, a na tablicy pojawia się, że praca w nich jest przyjemna. Ściana…
Później umierałam z miłą przerwą na wyprawę z Marszalem na kebab i spacer. po której musiałam wrócić do stanu podstawowego, bo nadeszła chwila zmierzenia się z łysiejącym kawalerem Johnem. Swoją drogą TAK STRASZNIE chciało mi się pić, że nawet kapitaliki tego nie wyrażą. Musiałabym powiększyć i pogrubić czcionkę, ale (jakie to zaskakujące) mi się nie chce. A wszystko za sprawą Pana Z Libanu Pracującego W Kebabie, który pięciokrotnie się upewniał czy na pewno chcę mieszany sos, po czym wymieszał jakoś tak bardziej ostro niż łagodnie. Swoją drogą ten pan wygląda jak z Mortal Kombat. I jest całkiem miły.
A jutro zamierzam ożyc na stałe. (Musiałam coś takiego tu wstawić, to melodramatyczno- słodkie, ale silniejsze ode mnie. Ja się po prsotu za bardzo cieszę, że Cie zobaczę : D )