Cóż wygląda na to, że moje życie w końcu diametralnie się zmieni i będę w pełni uprawniona do zmiany obrazka u góry strony.
Coś w stylu “Nad Miastem” Szagala (jakkolwiek się pisze to nazwisko mam je utrwalone w wersji fonetycznej
). Wybór szeroki, na szczęście wielu było zakochanych malarzy.
Ale to za jakiś, bardzo niedługi zresztą, czas. Innej możliwości nie ma.
A tak poza tym to jest mi właśnie przeraźliwie zimno, do tego stopnia, że pisanie na klawiaturze jest nieomal niemożliwością. Jak zawsze wybieram ku temu najodpowiedniejszą z odpowiednich pór, tak wiem. A teraz: Cóż, po maratonie przez groby Kozienickie jestem zmarznięta i będę miała katar. Co gorsze, pozostaję w niepewności bez odpowiedzi na pytanie czemu mówi się “iść na grób” a nie “do grobu”. Życie traci sens, gdy jest za dużo pytań bez odpowiedzi i jest się zbyt leniwym, żeby ich szukać.
Apropos lenistwa: moja matura rozpaczliwie woła gdzieś z daleka moje imię, przyzywając mnie do zawarcia z nią bliższej znajomości (chyba czuje sie samotna biedaczka), tak więc poczyniłam następujące czynności, jeśli chodzi o przygotowania do niej:
-Jestem właśnie na bardzo zaawansowanym etapie wmawiania sobie, że nic nie umiem z fizyki i że muszę kupić jakiś podręcznik z tej okazji. Myślę, że owoce tych czynności dojrzeją za miesiąc.
-Pławię się w słowach Pani Profesor Polonistki, że przy mojej świetnej intuicji humanistycznej wystarczy tylko odrobina pracy, żebyśmy były zadowolone z mojego wyniku na maturze.
-Wydrukowałam arkusze matury podstawowej matematyki, co więcej zrobiłam (sic!) jeden z nich! Co prawda w szkole i na jakiejś nudnej lekcji, ale nie czepiajmy się szczegółów.
-Dowiedziałam się od miłej Pani Z Sekretariatu (którą tutaj serdecznie pozdrawiam) jak wygląda tablica wzorów matemtycznych na maturze. Wygląda ładnie i daje nadzieję, więc z tego punktu wynika kolejny:
-Utrzymuje w sobie nadzieję, że kilkustornicowa książeczka, którą dostaniemy na matematyce jako pomoc naukową rozwiąże za mnie wszystkie moje zadania.
i tutaj uwaga najważniejsze, najbardziej pracochłonne czynności:
-Uśmiechnęłam się do cioci polonistki w sprawie mojej prezentacji maturalnej, która (ciocia, a nie prezentacja) zgodziła się mi pomóc w jej (prezentacji, nie cioci) przygotowaniu.
-WSTAŁAM O SZÓSTEJ RANO NA FAKULTETY Z MATEMATYKI (Wypowiedz Pani profesor: “ooooo Martika z Aśką, święto jakieś…” jednoznacznie potwierdza mój (no dobra nasz
) trud i wyrzeczenia, jakie poniosłam aby się zjawić) i ZAMIERZAM TO ROBIĆ(tj. wstawac w każdy piątek o tej nocnej godzinie) DALEJ.
jestem taka wzruszona, wyrosła ze mnie taka odpowiedzialna kobieta.
I jeszcze jedno: Chce tutaj pochwalić klasę moją własną IIIF, że jest zajebista
Wszyscy razem, jako grupa i każdy z osobna, jako eeee… każdy z osobna.
(tak, tak podlizuję się przed 21 listopada
)
PS: Będzie dobrze! :*