Ludzie są z natury dobrzy
Powzięłam tę filozofię jakiś dłuższy czas temu, właściwie nie wiem dokładnie kiedy. Wpływ niestety miała książka, aż tak mądra nie jestem żeby to sformułować tak ładnie, ale ciągle twierdzę, że zdanie to trafiło na podatny grunt i tylko dlatego się przyjęło. Autodowartościowywanie się.
Filozofia wygląda tak: każdy człowiek chce być dobry, dawać ludziom miłość i szczęście, samemu będąc szczęśliwym, kochanym i potrzebnym. I w sumie już.
Nie istnieją ludzie, którzy chcą zrobić innym krzywdę, bo tak, bo bez powodu, bo ze złośliwości, bo to fajne. Nie. Oni po prostu tak bardzo chcą być zaakceptowani, że robią coś, co w ich mniemaniu do tego prowadzi. I tak rodzą się plotki, naśmiewania się, małpowanie tych “fajnych” i “lepszych” przy jednoczesnym odrzuceniu mniej popularnych.I to też niekoniecznie ich wina. Głupota i słabość są niejako przypisane naszemu gatunkowi i każdy walczy z nimi mniej lub bardziej umiejętnie. Ale wszyscy się przecież staramy.
Czasem jednak znajdzie się człowiek, który już nie chce być ani fajny, ani akceptowany, twierdzi, że ma wszystko w nosie i on będzie żył jak chce, a “jeśli to Ci się nie podoba to chuj Ci w dupę”. A ja śmiem twierdzić, że to wszystko dlatego, że ktoś kiedyś zrobił coś tak podłego, że brak już wiary i nadziei. Zresztą pewnie ten ktoś tez jej wtedy nie miał.
Wydaję, się że to zbyt uproszczone, ale wyznaję zasadę, że rzeczy z natury nie są zbyt skomplikowane.
Przyjmując te filozofię byłam gotowa na pewne trudności. Bo co innego tylko tak głosić wszem i wobec, a co innego być gotowym na wysiłek doszukiwania się dobrych, choć nieszczęśliwych i zagubionych pierwiastków (niewymiernych, haha (niewymiernyyyy teeeeż liczbaaaaa)), w ludziach krzywdzących innych. Oczywista dla mnie była też konieczność zderzania się wielokrotnie z sytuacjami, które wiarę moją zachwieją ja i wystawią na próbę. Byłam na to przygotowana. Myślałam, że będzie ciężko.
Ale… nigdy nie było. Od tamtej pory jest mi naprawdę łatwiej.