Dnia dzisiejszego organy rozległy się we wszystkich przepełnionych kościołach, a na ulice wylegli żołnierze w największej gali i przepychu. Musztry paradne, przemówienia, prezentacje broni, baczność, spocznij i na prawo patrz, a wszystko to z okazji jedynego w swoim rodzaju święta. Nawet Madonna zaszczyciła nas swą osobą w dniu dzisiejszym! Biało czerwone flagi i składanie kwiatów pod pomnikami pomieszane z dziękczynnymi pieśniami i okrzykami tłumów na koncercie w Warszawie a wszystko to… “Czemu?” zapytają dzieci.
Otóż dziś są imieniny mojej babci.
Więc w domu od trzech dni królowały przygotowania. Ciasta w blachach i naga kaczka w marynacie krążyły w tę i wewtę po kuchni od czasu do czasu wchodząc w kolizje z frytkami i kotletami już z serem w środku, ale jeszcze przecież nie w panierce! Jednak szczęśliwie udało się w porę uporządkować ten pozorny rozgardiasz i o Świętej Godzinie Drugiej było dziś wszystko gotowe.
I muszę przyznać, że udało się znakomicie, bo były to jedne z lepszych imienin jakie pamiętam. Więc przybyli tłumnie najbliżsi krewni w liczbie osób 8, co daje wraz z naszą czwórką powalającą liczbę osób 12 (ba, w końcu mat-fiz, trzeba się popisać :p). Oprócz Babci Basi (siostra babci) przybył Wujek Arek wraz z Małżonką i Kapslem (synem najmłodszym) a za nim Córka Jego Ania wraz z Narzeczonym Pawłem (będzie ślub! będzie wesele! po latach suszy i nieurodzaju w koooońcu!) aż wreszcie przybył też Oddział Warszawski o którym słuch już dawno zaginął to jest Ciotka (Pani?) Grażyna z Mężem Henrykiem.
I cóż całe to towarzystwo nadało nieporównany koloryt spotkaniu.
Nieodwołalnie gwiazdą spotkania była Ciotka Grażyna i jej Małżonek. Ludzie nie widzeni przeze mnie od lat 9 (sic!) przez co moje wrażenie jest dość hm obiektywne? I teraz nie wiem od czego zacząć opisując te parę. Ciotka uczuciowa i pełna emocji, których nie omieszkała wyrażać każdym sposobem (a ich mnogość zwiększała się wraz z ilością wypitego wina) była pięknym kontrastem dla statecznego Henryka, który jednym słowem potrafił skomentować perory swojej żony na temat jej geneaologii (“No i wiecie, bo MÓJ dziadek, czyli Twój pradziadek eeee Martiko to był bardzo inteligIentny człowiek! No i moja matka też przecież! I ta inteligiencja którą ja mam, bo przepraszam bardzo, ale jestem bardziej inteligientna od Gosi [siostry], to ja mam właśnie po nich, mo moim dziadku i mojej mamie, no ona nie ma takich szerokich horyzontów myślowych niestety… No i wiesz Piotruś [mój tata], ja bardzo lubię z tobą r0zmawiać, bo ja to się pasjonuje polityką i jakimiś sprawami społecznymi, a ty to jesteś taki ingeligientny człowiek, masz szerokie horyzonty myślowe…”). Cóż porozumiewawcze spojrzenia moje i mamy mówiły wszystko (“A ty Martika jaka ty jesteś podobna do mamy, wykapana mama, no jak była młoda. Znaczy teraz też jesteś ładna Anetko, no ale teraz Martika po tobie, a ja ci mówiłam żebyś poszła na miss, pamiętasz, jak to były pierwsze wybory w osiemdziesiątym roku, to żebyś poszła, no wykapana Anetka, naprawdę!” [na co, swoją drogą mój tata się obruszał "tak jakbym ja do tego ręki nie przyłożył" Wujek Arek: "No bo chyba nie rękę..."]). I tak dalej i tak dalej. Ale, bądź co bądź historia rodzinna której się dowiedziałam była bardzo ciekawa.
Otóż pomijając to, że przez kilka pokoleń w mojej rodzinie były same nie do końca akceptowane przez rodziców małżeństwa (;p) to okazuje się, że wspomniana kilka miesięcy temu Babcia Kandziulandzia nie tylko obcinała skórom dzików pyski i kopyta, ale też w 1945 szła na piechotę w dwie strony do Działdowa (1oo km w linii prostej), gdzie jakimś cudem wykupiła swojego męża z obozu koncentracyjnego, a gdy przeszli pół kilometra obóz ten wybuchł za ich plecami…
(Nie mówiąc oczywiście o szeregu morderstw, samobójstw i przekrętów które wyszły dziś na światło dzienne jako powiązane z moją rodziną. Cóż dobrze znać swoje korzenie… “No i wiesz Martika, ten mój dziadek, czyli Twój prapradziadek on był prokuratorem generalnym wiesz? No co prawda dostał wyrok śmierci, ale był prokuratorem generalnym! A, no i jego żona syna, Zygmunta, urodziła w więzieniu, a potem jego syn, no wiesz teraz jest ta głośna afera…”)
Nie mówiąc już o zwyczajnym sposobie bycia Wujka Arka, nieporównanym w swej eee bezpośredniości (Bo ja jestem człowiek prosty, który trafia do ludu, do mas, a nie tylko do elity! Człowiek “inteligientny to jest taki co się z każdym porozumie” [To już po wyjściu Ciotki ;p]) i o sposobie w jaki opowiadał tacie film który widział i doskonale pamiętał.
A no i jeszcze jedno. Zmywarka jest cudownym wynalazkiem. Po raz pierwszy podczas uroczystości rodzinnej umyłam tylko trzy patelnie. CUDO!