Czasami pewne rzeczy ożywają, mimo zatwierdzenia ich śmierci przez całkiem sporą ilość osób. Moje pianino dziś otrzepało się z kurzu i radośnie stukając pedałami trwało w oczekiwaniu, aż pierwszy raz od pół roku moje palce dotkną czarno-białych klawiszy. I tym razem się nie zawiodło. Piszę “tym razem” bo nasza znajomość od samego początku była wyjątkowo burzliwa. Od siedmioletnich łez w pierwszej klasie w Państwowej Szkoły Muzycznej, przez ogólne zniechęcenie, naprawdę chwilami przerywane fascynacją, po misterne ćwiczenie w kółko tych samych utworów do dyplomu w Nutce. Ale przyjemności zwykle z tego było mało. Dopiero po skończeniu nauki zaczęło się robić jakoś inaczej. Jak zwykle odezwała się moja spaczona natura- jak nie trzeba, to gram, jak trzeba to mam to w nosie. I tak by to moje radosne pogrywanie trwało, gdyby nie pozostawienie pianina w domu wraz z nutami i wolnym czasem. A dzisiaj palce były wyjątkowo sztywne, ale co ciekawe, wszystkie utwory same wiedziały jak się zagrać. Więc jest nadzieja na poprawę relacji. Tylko ulubione nuty się rozeszły po kątach i chyba nie bardzo chcą wracać ;/
Klawiatura
13 środa sie 2008
Posted in blablablaaaaa