Boli mnie głowa…
I oczywiście wszystko jest przeciwko mnie w tej sytuacji. Mój tatuś kupił sobie nowe kolumny co jest równoznaczne z puszczaniem non stop czegoś co brzmi jak Vivaldi na zmianę z czymś co brzmi jak… w sumie nie wiem jak brzmi to po prostu dziwne i denerwujące. Poza tym mój brat dostał grę na święta, której autorzy wspaniałomyślnie wymyślili bardzo rozbudowaną ścieżkę dźwiękową, która idealnie wpada w akurat w tę czestotliwości w których bolą mnie oczy. Nie mówiąc oczywiście o tym jak irytująco głośno gotuje się mleko, czy smaży sie jajecznica…
Oczywiście musi być też coś ekstra? Moja migrena zawsze ma wyczucie chwili- 16.30 jest idealną porą, żeby głowa zaczęla mnie boleć. Jestem pełna podziwu dla zbrodniczego kunsztu wyżej wymienionej- o 17.00 zaczyna się próba z orkiestrą. A ja siedze koło Prezesa. A Prezes gra na lirze. A lira… ech no jak ktoś nie wie jak brzmi to niech pomyśli o najgłośniejszych dzwonkach (no dobra, niech będzie po ludzku- cymbałkach) jakie może sobie wyobrazić. No. To teraz dodajcie do ich dzwięku to takie świdrujące bdziiiiiiiiiiiiig i mamy lirę. Która jak już powiedziałam siedzi koło mnie. Która siedzi jak już powiedziałąm z Prezesem. A Prezes lubi grać na lirze, więc gra nawet w pauzach…
Warta zauważenia jest też rola szampana na próbie… Przecież to nasze ostatnie spotkanie przed Sylwestrem! No i wszystko ładnie pięknie, miło, złożyliśmy sobie życzenia, byliśmy radośni i życzliwi itd. No, tylko, że od szampana zawsze boli mnie głowa…
A wszystko dlatego, że zaczęłam robić matury z matematyki…