O my God?!

W końcu dzień, po którym jest co pisać.
Zaczęło się jękiem wprost z dna mej umęczonej duszy na dźwięk budzika. Po krótkim okresie zastanawiania się czy ja na pewno go usłyszałam zebrałam wszystkie swe siły i zaczęłam zastanawiać się co teraz. Najpewniej był jakiś cel w tym, że zerwałam się o tak nieludzkiej porze, jaką jest [...]

Miau!

Jak zwykle.
Staram się cokolwiek napisać, a moja kotka, nie zważając na delikatne potrącania dłońmi i dyskretne aluzję w najlepsze zasypia na środku klawiatury. Ma w nosie to, że mi przeszkadza i że ja przeszkadzam jej. Ona po prostu musi spać tu i teraz. Podziwiam ją za to.
Podobnie ma się sprawa, gdy akurat nie robię [...]

Chlebkiem go! (czyli Pierwszy Mazurski Sabat Czarownic)

Wyjazd owocny. Dowiedziałam się, ach jakże wielu rzeczy.
Między innymi tego, że jeżeli leży się na słońcu przez cały dzień, nad idealnie chłodnym jeziorem, z idealnie dobranym kobiecym towarzystwem z prawie idealnymi zapasami jedzenia leżącymi w cieniu (jak zwykle za mało!) później przez więcej niż trzy dni wygląda się jak słodka pianka. Ta różowo-biała. Rolę strony [...]

rezurekcje i ich następniki

Tak tak, nie ma to jak obudzić się o 3.40.. Oczywiście obudzić się względnie, jeżeli za układ odniesienia przyjmiemy fizyczność. Bo co do obudzenia mentalnego to mogą być wątpliwości…
W każdym razie.
Wstając z łóżka w szczytnym celu nie ma się jego poczucia. Absolutnie. Absolutnie nie czuje się sakralności przyoblekania się w mundur, zakładania krawatu, zapinania guzików [...]

Świątecznie

Oh ah. Wielkanoc idzie. Jajka się uśmiechają, zajączki już niestety nie, bo zamiast kicać, to siedzą w pasztecie mojej babci. No ale cóż, z całym moim mięsożerczym wyrachowaniem, muszę stwierdzić, że absolutnie mnie to nie martwi. Inni mogą sobie jeść pasztet z kiełków i selera, a ja mam dzieło sztuki kulinarnej.
I od rana zapachy [...]

paradoks

Dziś się dzieją od rana rzeczy niezrozumiałe. Ja, miłośniczka wszelkiego jedzenia, naleśników, lasagne, pizzy, makaronów, chleba, czekolady i soku pomarańczowego dzisiaj jestem bez prawa do jedzenia go. Mój żołądek stanowczo odmawia bliższego kontaktu z bardziej skomplikowanymi wytworami kulinarnymi. Rano nawet woda była zbyt skomplikowana.
Tak więc z uroczymi sińcami pod oczami i przeźroczystą skóra pogryzam herbatniki [...]

wielki powrót

Umh no tak. Witamy ponownie w progach bursy w Warszawie. Trzeba ponownie się przywitać z wiecznie niedziałającym internetem, z niedobrym jedzeniem i z niewygodnym łóżkiem. Z budzieniem rano współlokatorki i z wyrzutami sumienia, że się nie uczę.
Ze szkołą “dla kujonów”, w której na przerwach gra się w brydża, albo w kółko i krzyżyk. W [...]