Tak, wiem, jestem okropna, niekonsekwentna, nieobowiązkowa i niesystematyczna. Nawet jeżeli “obowiązkiem” o którym mówię, jest jednie dotrzymywanie obietnicy złożonej samej sobie, że tak szybko tego bloga nie porzucę. I właśnie nie porzucę, o!
Czemu nie pisałam? Może zabrzmi to dość banalnie- natłok zajęć i przeżyć połączony z ogromną intensywnością przeżyć, których przecież nie da się oddać, ot tak, siadając na chwilę za klawiaturą pomiędzy napisaniem kwestii Mickiewicza, a zjedzeniem kolacji. Treść zawsze potrzebuje należnego jej czasu, a gdy go nie ma, lepiej po prostu nie obrażać jej przypadkowymi słowami i niedobranymi epitetami. Wtedy lepiej nie pisać wcale.
Na szczęście wygląda na to, że moja sytuacja czasowa w najbliższych dniach ulegnie znacznemu polepszeniu. Chociaż… Szczerze mówiąc to tylko oszukuję się, że tak będzie. To prawda- skończy się siedzenie nad scenariusze itd, ale zaczną się tańce i dwa razy po dwie godziny angielskiego w tygodniu. Ale ja nie dam rady?