Uch, jaka jestem zmęczona.
Podejrzewam że coś może z tym mieć wspólnego moje wytrwałe poszukiwanie pracy. I nie chodzi tutaj o latanie jak kot z pęcherzem (wiem, nieszczęsne porównanie, ale no cóż… dość prawdziwie) z teczką pełną CV, potem pustą, potem znowu pełną (ach, jakże wspaniałym wynalazkiem jest ksero) aż w końcu znów pustą. Latanie po galeriach handlowych, w liczbie czterech + domy centrum. Że nie wspomnę wyczerpującego zajęcia wysyłania maili po uprzednim skrupulatnym przeczesaniu odpowiednich portali w poszukiwaniu pracy, która nie, nie jest na stałe, i nie, nie wymaga doświadczenia.
Co więcej, nawet dostąpiłam tego zaszczytu, że dopuszczono mnie do dwukrotnej rozmowy z panami na stanowiskach. I cóż.. Jeden był niezmiernie i bezgranicznie zdziwiony (i z satysfakcją stwierdzam, że nieco zasmucony również), że jak to, to ja nie chce na dłużej (w CV pisze jak wół studia PW drugi rok, co oznacza ni mniej ni więcej, ale ABSOLUTNIE NIE MAM NA NIC CZASU). W każdym razie całe dobre wrażenie jakie Pan na mnie zrobił zostało zaburzone wysłaniem mi maila z podziekowaniem za udział w rekrutacji, niestety mimo uznania moich umiejętności i doświadczenia zawodowego bla bla bla… I w tym kontekście pragnę tylko nadmienić, że w moim CV nie ma rubryki Doświadczenie Zawodowe.
Drugi natomiast postanowił być zainteresowany wszystkim innym poza moją osobą. Po pytaniu mojej mamy o co zostałam przez niego zapytana musiałam odpowiedzieć, że o nic, z przykrością stwierdzając, że jego głównym zainteresowaniem była skłonność do motocykli mojego (niezmiernie irytującego i jakiegoś takiego… ble) towarzysza rozmowy kwalifikacyjnej. Z pełną świadomością nie piszę jaka to była skłonność, ponieważ sama nie jestem pewna jej charakteru, a wątpliwość ta została we mnie wzbudzona tym, że nie znając własnego numeru telefonu, numer mechanika dyktował z pamięci. W każdym razie, teraz przez dwa dni mam oczekiwać na decyzje Przełożonego, czy dostąpię zaszczytu uganiania się za ich Doświadczonym Handlowcem przez jeden dzień, aby oni jeszcze uważniej mogli mi się przyjrzeć i zadecydować czy jednak nadaję się do tej pracy, najwyraźniej zbyt ważnej i tajemnej, aby można było do niej dopuścić zwykłych śmiertelników.
I już samo czytanie o tym wszystkim najpewniej męczy, a co dopiero mówić o mnie? Ale myliłby się ten, który by myślał, że głównym powodem moich narzekań są mdlejące członki czy puchnące łydki, odciski na piętach, czy pęcherze na palcach. Nie! Otóż najgorsza w tym wszystkim jest ciągła zmiana zajęcia. W jednej chwili zmierzam od apteki w Mariocie do Złotych Tarasów, zastanawiając się jak sprzedać jedyne w swoim rodzaju wkładki ortopedyczne, by po chwili być zmuszoną zmienić kurs, ponieważ klient w sklepie obuwniczym, w którym jestem przecież asystentką sprzedaży (o nie, nie sprzedawczynią!) ma problem z rozmiarem. Niestety trzymając telefon do innej filii sklepu przy uchu a w ręce trzymając dłoń biegnącego za mną klienta, muszę czym prędzej zdążać do sklepu z ubraniami bo trzeba przecież poukładać je elegancki stos. Gdy tylko to skończę, biegnę przez podziemia (odstawiwszy uprzednio klienta do sklepu obuwniczego, z zapewnieniem, że buty są gdzieśtam i czekają), bo mój szósty zmysł mówi mi, że oto do mojego biurka recepcjonistki zbliża się, o zgrozo, petent i trzeba się z nim uporać!
Po takich paru dniach, każdy byłby zmęczony nieprawdaż? I nieważne, że wszystkie te nagle zwroty akcji mają miejsce tylko w mojej wyobraźni, każdy wie, że akurat moja jest wyjątkowo sugestywna