Szczęśliwa.

To prawdopodobnie bezie rzewny, nudny post o niczym, dokładnie taki, jaki zwykłam pisywać, gdy jestem w nie najlepszym nastroju, który sprawia, że nie mam ochoty nawet na czekolade. Pół tabliczki leżące przede mną jest dość dobrym dowodem na dziwność mojego położenia.

Ostatnio się boję. Listopada.

I ludzi, których kiedyś znałam, a teraz tylko poznaję. I tego, że ta grupa tak bardzo się powiększa. Tego, że stracę to, co mam.

A przede wszystkim Tego, kogo mam.

I zbyt często płaczę, godność, honor i siłę  szlag trafia, co zwykle nie da się usprawiedliwić jakimś konkretnym powodem.

Niedługo jadę do Francji z orkiestrą. Nie cieszy mnie to, chyba bardziej martwi. Ten mistyczny Paryż, który tak banalnie chciałam odwiedzić nie napawa mnie szczególną radością.

Ale niech się nikt o mnie nie martwi. Ten dzień był naprawdę bardzo miły, zresztą jak większość ostatnio. Wcale się nie rozklejam, nie rozpadam, nie rozsypuję, nie tracę radości, czy wiary. Jestem szczęśliwa, tak to na pewno. Po prostu jest wieczór, a ja jestem zmęczona i trochę samotna.

Niech mi ktoś powie, że jestem naprawdę ważna

1 komentarz

  1. Ten mistyczny Paryż zmienił się w prowincję sflaczałych romantyków; tak pisał Cioran, i choć nigdy w Paryżu nie byłem, wypada mi się poniekąd zgodzić. Został wypchnięty z historii w momencie, gdy wojska hitlerowskie wkroczyły na jego ulice.

    I ja również dziękuję za dodanie linka.


Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz