Kiwi jest dobre.
Dopóki nie okazuje się, że masz we wnętrzu siebie zimę, która rozpaczliwie próbuje wyleźć przez twoje usta na zewnątrz. Jakimiś dziwnymi mikroszczelinami, które nieujawnione czekają spokojnie i niewinnie na moment aż zjesz właśnie to nieszczęsne kiwi, aby zaatakować z pełną mocą. I wtedy właśnie człowiek czuje, że ma usta, które nie lubią zimy.
I tym oto kreatywnym wstępem doszłam do tematu o którym chciałam napisać. Otóż. Wychodzę tydzień temu na dwór. Jest pięknie. Śnieeeeeg. Puchowa, nieskalana dziewczyna pierzynka na drzewach i chodniku. Wychodzę cztery dni temu na dwór ranu. Misterne płatki delikatnie opadają na ziemie dopełniając uroczego obrazu. No fajnie. Trzy dni temu. Biało dość. Biel atakuje z każdej strony, łacznie z inwazją na moją biedną nieosłonięta twarza. Dwa dni temu: Znowu śnieg? Wczoraj: Ile jeszcze? Dziś: fajdfkadsfhklasjdfhklasfhaklefhlk!!!!!!!!!!!! ZASPY PO KOLANA!!!! WIOSNA! JA CHCE KU…RCZE WIOSNĘ!!!
Tak wiem, nie było to zbyt pasjonujące, aczkolwiek musiałam się uzewnętrznić. Mam dosyć, dosyć przenikliwego zimna, które nie pozwala na przemieszczenie się z punktu A do B bez klnięcia pod nosem na każdy płatek świeżego śniegu z osobna. Mam dosyć chodzenia w tych głupich durnych grubych rajstopach które uporczywie się drą, chcę nosić spódnicę i skórzaną lekką kurtkę. Itd itp… Dobra ile można o tym samym. Wracam do kiwi.
2 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

popieram, precz z zimą
popieram, precz z zimą, Zium