asymptota x

Czuję się dziwnie. Mam Internet w bursie. Wszystkie strony się otwierają. Pierogi zjedzone w niepozornej, obskurnej z zewnątrz knajpki były naprawdę dobre. Dostałam dwie dobre oceny, nie spóźniłam się na angielski, środa minęła mi szybko i nie inwazyjnie. Powiem więcej, jest środa a ja mam dobry humor. Nie przeszkadzają mi pytania Aśki, o asymptoty x i szukanie ćwiartek funkcji wymiernych, mimo, że to, co właśnie robie, jest kolejną próbą wymigania się od nauki do jutrzejszej klasówki. Mogę tutaj jeszcze napisać, że jutro najjem się pizzy i pójdę na zakupy, co także wydaje się miłą perspektywą. Zwłaszcza to intensywne spożywanie włoskiego placka.

Tak, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie te zdania, które tutaj wklepuje, są suche i bez polotu. Nawet sformuowanie “bez polotu” jest bez polotu. W sumie jest to zabawna i trochę przewrotna właściwośc tej notki, bo najwidoczniej język jakim się posługuję jest odwrotnie proporcjonalnie uskrzydlony, bajkowy, kolorowy i finezyjny do mojego stanu ducha. A może chodzi o to, że tak naprawdę, dziwnym trafem, dzisiaj rzeczywistość nie wydaje mi się szczególnie ważna. Skupianie się na dniu wczorajszym nie jest najlepszym sposobem przyszłościowego, oświeconego myślenia, ale kto powiedział, że ja chcę tak myśleć? Tak miło jest nie zaprzątać sobie głowy wykładem na fizyce, czy konwersacjami na angielskim, mentalnie być duchem zupełnie gdzie indziej. Tak dobrze jest mieć do jakich wydarzeń uciekać. A ich jest coraz więcej. Tak dobrze wiedzieć, że to dopiero początek.

1 komentarz

  1. a kij z polotem czy jego brakiem, piszesz sobie i myślisz, czego mi się nie zdarza obserwować zbyt często nawet na trzecim roku literaturoznawstwa.


Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz