Chęć pisania jest najbardziej kapryśna ze wszystkich znanych mi zjawisk i rzeczy. Ulotna i rozpieszczona, wymagająca idealnych warunków, aby łaskawie wzięła sie do roboty. Kiedy wydaje się, że znalazło się odpowiedni temat i akurat ma się chwilę aby go ubrać w słowa, gdy z zapałe twórczym siada się do klawiatury, okazuje się zwykle, że wystarczy drobna rzecz “nie tak”, żeby wszystko spełzło na niczym. Bo za zimno w stopy, bo akurat internet nie chodzi, bo ktoś coś mówi i przeszkadza, bo jestem głodna, bo mam zakwasy na dłoniach, bo jednak mam zły humor. Nawet lekka zmiana nastroju zmienia diametralnie stosunek do słowa pisanego i albo wychodzi zupełnie co innego niż w zamyśle, albo po prostu nic nie wychodzi. Częściej to drugie.
Poza tym to nieznośne zjawisko zwane pociągiem do pisania z całą pewnością jest jedynakiem*. Rozkapryszone i nie znoszące sprzeciwu, a przy tym zmienne jak panienka i zrzędzące jak stara panna, niewątpliwie cierpi na egocentryzm. Lubi być szumnie nazywane Weną, cz Natchnieniem, co jest skłonnością dość zabawną z racji na sugerowane przez nie tematy. Pisząc o cebuli nie czuje się natchniona, przepraszam bardzo. Muzy do mnie nie mrugają do monitora, i żadna Siła Wyższa nie kieruje raczej moimi palcami, o czym “Wena” tak bardzo chce mnie przekonać.
Są w historii przypadki, których jednak ta swoista skłonność omamiła, rozkochała w sobie wywołując przy tym samozachwyt ofiar. Największe i najkrwawsze żniwo zebrała oczywiście w Romantyzmie, gdzie poecie brak jedzenia i pieniędzy absolutnie nie przeszkadzał w uważaniu się za nadczłowieka, za boga. Oszukując zmysły “wena” przekonywała, że uskrzydla, podtykała podświadomościom wieszczów narkotyczne wizje, przekonując o ich wielkości, co kończyło się zawadzeniem nosem o sufity.
No ale, nasza koleżanka kończy jak kończy. Dopóki ograniczała się do ludzi, którzy jako tako sobie z nią radzili, ich twórczość taka tragiczna nie była, a słowa, w które ubierali myśli mniej więcej oddawały pierwotny zamysł, jej renoma była całkiem niezła. Ale jako zachłanne rozpieszczone dziecko chciała więcej i więcej uwielbiania. Skończyło się na obraniu złej strategii- zaczęła tłumnie nawiedzać ludzi, stosując wobec wszystkich te same sztuczki. Rezultatem są tysiące blogów takich jak ten, miliony bezsensownych zdań i słów, które nie mają znaczenia. I tak nasza bohaterka z bogini, jaką była, stała się kiczowato ubraną dziewczyną z różowymi tipsami i tlenionymi włosami. W mini i białych kozaczkach na szpilce oczywiście.
* mowa tutaj o stereotypowych jedynakach, więc niech nikt się nie czuje dotknięty. Stereotypy kłamią
3 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

” I tak nasza bohaterka z bogini, jaką była, stała się kiczowato ubraną dziewczyną z różowymi tipsami i tlenionymi włosami. W mini i białych kozaczkach na szpilce oczywiście.” <— chyba nie opisujesz SWOJEJ weny! Ja wiem że taka na przykład Doda sama sobie jest Natchnieniem i faktycznie tak właśnie wygląda, ale nie generalizujmy! Moje Natchnienie jest zupełnie niepodobne (nawet płeć się nie zgadza
)
Nie mówię o swojej wenie. Mówię o “natchnieniu” (z małej litery!) jako o zjawisku społecznym, o przekształcaniu się procesu twórczego w grafomaństwo.
Zresztą, jeśli chodzi o moje Natchnienie, to też jest zupełnie niepodobne. Płeć też jest tak różna, jak tylko różna być może
‘Ulotna i rozpieszczona, wymagająca idealnych warunków, aby łaskawie wzięła sie do roboty. ‘ – no to mi trochę zalatuje, : P
ale przejdzie Ci. mnie to trochę zajęło, ale Ty wykazujesz większą inteligencję twórczą.