Eufemicznie

Brzuch mnie boli. Dość przekonujący dowód na to, że podróże, wojaże i inne diametralne zmiany miejsca pobytu i bakterii zawartych w żywności i powietrzu nie są tą rzeczą, którą M lubi najbardziej. Znaczy M w sensie czysto fizycznym, bo mentalnie, jak najbardziej, proszę bardzo, ja mogę pozwiedzać, mogę się pozachwycać, porozglądać, tudzież posmażyć na plaży. Ale niestety, z naturą się nie wygra, więc orzekam wszem i wobec, że zostaję lwem salonowym. Tylko, że takim, który pomrukując leży na kanapie w tymże pokoju.

Do końca wakacji zostały (szybkie zerknięcie w kalendarz) 22 dni. Liczba nadal przerażająca, ale na szczęście teraz już mogę uspokajać się próbami orkiestry trzy razy w tygodniu i nadciągającą wielkimi krokami Europaradą. Nazwa wydarzenia dość szumna, zważywszy, że określa ona po prostu dwudniowy spęd kilku orkiestr do mojego rodzinnego miasta, połączony z paroma koncertami, przemarszami od poczty do stadionu i dyskoteką integracyjną. Niestety, ładne brzmienie nazwy rokrocznie powoduje nawrót najczęstszej przypadłości naszego Kapelmistrza zwanej eufemicznie “szybciej-szybciej”. Żeby przybliżyć przemilczaną istotę schorzenia pomogę sobie skojarzeniem. Z czym się kojarzy Stoperan? No właśnie. Ale my jesteśmy dzielni i jak zwykle damy radę, zachwycimy publiczność, zbierzemy gratulacje i nagrody i będziemy się cieszyć sławą po kres naszych dni. No… Może trochę się zapędziłam. Zwłaszcza, że na poprzednią próbę zawitało 8 osób, przy stałym składzie orkiestry okołu 30.

A tak swoją drogą, to ja chcę na Starówkę.

Nie ma jeszcze komentarzy

Brak komentarzy.

Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz