Miasto stoliczne.

Jak zwykle po takich dniach nie wiem od czego zacząć. Przypomniałam sobie dzisiaj za to dobitnie za czym tęskniłam przez połowę wakacji i czego będzie mi brakować jeszcze przez cały sierpień.

Nigdy nie przypuszczałam, że można w ciągu jednego roku tak bardzo upiększyć jakieś miejsca skojarzeniami wynikającymi z ciepłych, słonecznych wspomnień. Nawet te w deszczu zawsze pachną Słońcem. Z chwilą mojego wjazdu do miasta stolicznego (jak według mojego ojca powinna brzmieć poprawna wersja) Warszawy, uroczy (?) banan zagościł na mej twarzy i nie zszedł z niej aż do momentu wejścia do autobusu na Dworcu Za Chodnim (Nie wiem czym jest Chodnim, ale… czekam na pomysły).

A wszystko to za sprawą wzmocnienia wspomnień i kolorów przez osoby, które niejednokrotnie wiele z tych rzeczy tworzyły. No dobra. Koniec ze słitaśnością, czas na rzetelną relację, a nie rozklejanie się nad jakimiś tam Staszycami.

Wejście oczywiście jak najbardziej w moim stylu. Może przedstawię to z perspektywy chłopaków:

“Czekaliśmy na Ciebie, podjechały najpierw dwa tramwaje.Szukaliśmy Cię wzrokiem, nawet zaczęliśmy rozmawiać, że pewnie nam umknęłaś w tłumie. I wtedy podjechał trzeci “Artykuły Domowe”
i mówię “może nasz artykuł z tego wyjdzie” i w tym momencie widzimy, że w przednich drzwiach tego trzeciego się ktoś zablokował. Ja: “oho, chyba nasz artykuł właśnie się zaciął w drzwiach”" (wersja robocza relacji, Paweł został zobowiązany do jej poprawienia)

Nie da się mnie nie dostrzec w tłumie jak widać… Jednak po wygranej walce z tramwajem, stanęłam przed jednym z gorszych dylematów mojego życia: “Cholera, którego uściskać najpierw?”. Decyzji nie pamiętam, ale gdy tylko udało mi się ich nie udusić, zostałam zaciągnięta spowrotem do feralnego środka komunikacji miejskiej, gdzie zaczęły się komentarze na temat mojego wyglądu. “O! Tu się opaliłaś!” “To pieprzyk jest, Paweł…”. Po paru minutach wytoczyliśmy się przed naszą szkołę ze zdziwieniem stwierdzając, że dyrekcja robi wszystko, aby ukryć więzienny charakter placówki- elewacja lśniła świeżo położonym kolorem bananowym/piaskowym/żółtym (sprzeczne opinie), a po szaro-brudno-burym baranku nie pozostał nawet ślad. Cóż… Taki szok trzeba rozładować. Kierunek, jaki obraliśmy dość oczywisty:

KFC koło Feminy.

I gdy w końcu, po pełnej przygód podróży (”Młodzieńcy to nie zauważyli, że nie są tu sami?”), zatopiłam swe siekacze w najlepszym w mieście Pockecie (ja tak twierdzę, a co twierdzę, to wiem xD), odczułam absolutne samozadowolenie. Idealnie. Przyjaciele po obu stronach, kurczak w ustach, frytki i cola trwające w oczekiwaniu na mój ruch. Ach! Trwaj chwilo, trwaj! Jednak cóż… Radość okazała się chwilowa: “M! Masz coś białego na ustach… Po wczorajszym?”. Zboczeńcy. No ale po takim zdaniu główny temat całego spotkania był do przewidzenia. Zwłaszcza, że kolejną stacją była lodziarnia na Starówce.

Po stanowczo zbyt dużym lodzie włoskim (”Bo ja nie uznaję małych lodów.”), wylądowałam w bukszpanie. Nie, żebym wylądowała tam ot, tak od niechcenia, nie było to też działanie planowane. Po prostu czyjaś życzliwa ręka podjęła taką decyzję za mnie i delikatnie (ta….) popychając mnie do tyłu pomogła w osiągnięciu pozycji horyzontalnej. Wobec tego doszłam do wniosku, że dalsza współpraca w murkiem na którym siedziałam jest niemożliwa w takich warunkach i dla podkreślenia wyniku mych rozważań, wstałam. Niestety, w tym momencie okazało się, że moja spódnica jest innego zdania, i naprawdę, ale naprawdę woli siedzieć, co okazała typowym, perfidnym, wrednym szantażem. “Jak nie usiądziesz to zaraz wszystkim pokaże twoją bieliznę” i wiuuu do góry. Nie miałam wyjścia- usiadłam cholera.

Dalszy ciąg? Park i ławka na której byłam dobrze ułożoną uczennicą liceum. Nie wdając się w szczegóły- było wygodnie. W każdym razie mi :>. Dziewczyna w pogoni za reklamówką włażąca po kolana do wyjątkowo brudnej fontanny i wyjątkowo kulturalny chłopak w autobusie rozmawiający przez telefon (”Gdzie jesteś SZMATO?”). I “No nie ma mowy nie odprowadzimy Cię na Zachodni, bo stamtąd nie będzie miejsc siedzących do Żyrardowa” zakończone pożegnaniem w podziemiach tegoż dworca.

Naprawdę fajnie, że się spotkaliśmy :) . Teraz czekam na Was w sierpniu w stolicy młynów i ciasteczek. I spróbujcie nie przyjechać!

Komentarzy: 8

  1. Nie ma nic darmo ;) Ty też masz przyjechać… tylko z pociągu wysiądź, bo tam nie ma zmiłuj się jak się zatniesz w drzwiach:P

  2. potwierdza się moja teoria, że cały świat jest zboczony i wszystko dąży do perwersji, fajnie :D

  3. ja nie chcę narzekać, ale oczywiście jak wsiedliśmy na Za Chodnim, to staliśmy w przejściu do Żyrardowa, nie mając czym oddychać xD xP

    ale… było warto :-) było warto!!! :-)

  4. Pewnie, ze było warto. Nic to, że moja góra kompleksów po takich spotkaniach jak zwykle urosła do poziomu naprawdę spektakularnego i że wszystkie zdjęcia są tragiczne, no ale… I tak Was lubię (przerażające…).
    A co do ewentualnego przyjazdu do Żyrardowa to plan znacie. Najpierw Was muszę zobaczyć tutaj :)

  5. przemalowali nam szkołe?! ajajajaj, jeszcze dojdzie do tego, że tak ją zamaskują że jej nei znajde we wrześniu … :D

  6. no przemalowali. Ale kurde… Ona teraz wygląda… miło (!?)

  7. Właśnie super wygląda moim zdaniem :) Aż chce się iść xD

    (idiota)

    A zdjęcia są fajne, nie wiem o co chodzi xD Naprawdę fajne xD
    I taka miła ta notka… nie mogę się naczytać xD

  8. Taka niecharakterna. Stasiakowi się nie będzie podobać :P

    Zajebiaszcze :P Zwłaszcza to nasze urocze wspólne “dwa żule na murku”. A notka miła bo takiż dzień :) Czytaj na zdrowie.


Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz