Jutrzejszy dzień wydaje się trochę przerażające. Wszystkie te torebki pełne jedzenia, kosmetyków, stosy ubrań piętrzące się na kufrze i parę innych wyjątkowo-potrzebnych rzeczy będą musiały znaleźć swoje miejsce w walizce, przy czym nie mogą ważyć więcej niż 15 kg. Nie wiem jak ja to zrobię, w tej chwili marzę tylko o jakimś reduktorze masy i objętości, bo owe zadanie wydaje się na razie niewykonalne. Do tego trzeba jeszcze wyprasować mundur, koszule. Na szczęście w tym roku jeden obowiązek mniej- waltornia jest polakierowana, więc teoretycznie się nie brudzi. To, jakie to ma odbicie w praktyce nie jest aż tak ważną kwestią, nie brudzi się i już, więc nie potrzebuję tej śmierdzącej pasty, która nadaje wszystkiemu wokół czarną barwę. Nigdy nie lubiłam czyścić tego mojego ustrojstwa.
W każdym razie już w czwartek wyruszamy w drogę do Włoch. 30 godzin w autobusie- nie wiem jak ja to przezyję. Zwłaszcza, że… A zresztą nieważne. Niemiłe niespodzianki też się zdarzają.
Komentarzy: 2
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

Ty tylko psioczyć na ten wyjazd potrafisz?:P więcej optymizmu;] ja też się dzisiaj przecież pakuję..
Nie. Potrafię też narzekać, jęczeć i marudzić
Jestem wszechstronna.