Nawet nie zauważyłam kiedy minęły te dni od ostatniego wpisu. Mogłabym przysiąc, że godziny wloką się tak powoli, a jednocześnie przecież mijają koło mnie niezauważenie. Ciekawy paradoks. Zostały jeszcze dwa miesiące bez tygodnia. Zawsze to o 7 dni mniej. Najbardziej się cieszę z tego, że jeszcze nie uświadomiłam sobie ile to czasu. Na razie żyję od koncertu do próby i od próby do koncertu. Przynajmniej wtedy mam zajęcie.
Tęsknie, cholera! Za coponiedziałkowymi wypadami do KFC, za tańcami dwa razy w tygodniu, za Staszicem, za przerwami w nim, za tramwajami, na które trzeba zdążyć i czasem przeklnąć ich spóźnialstwo, za bursą, w której prawie nigdy nie ma nic ciekawego do roboty, za pokojem nr. 15 i 22, których lokatorki właściwie, tak czy siak, mieszkają razem, za niedobrym jedzeniem, które wygania nas do pobliskiego Maca, lub zmusza do jedzenia jakże-zdrowych-zupek-chińskich, za moim buczącym komputerem i za zgiełkiem ruchliwej ulicy za oknem. Za wiecznym bałaganem i za wiecznie najniższymi ocenami za czystość w pokoju.
Brak mi ludzi, z którymi czuję się po prostu normalnie, gdzie nie muszę niczego udawać, na których mogę pokrzyczeć w chwilach mojego złego nastroju, a wiem, że oni i tak mi to wybaczą. Z którymi mogę się wygłupiać i ignorować dziwne spojrzenia ludzi przechodzących obok, na których kolanach mogę się położyć na ławce na patio i udawać, że mnie nie ma. Których muszę ochrzaniać, że już teraz chcą iść na pociąg, przecież tak krótko tutaj siedzimy, dopiero pół godziny i których mam w obowiązku przytulić, jeśli klasówka z fizyki pójdzie nie tak jak powinna.
Tęsknię za budzeniem Asi rano, za irytowaniem Anetki, Ani i Beatki gadulstwem, za śmianiem się ot, tak po prostu i znoszeniem tego, że ze mnie się śmieją. Za marudzeniem na wszystko i wszystkich, wiedząc, że ta druga osoba tylko udaje, że nie słucha. Za wyprawami do kerfura i siedzeniem na balkonie w Arkadii i komentowaniem przechodzących dołem ludzi. Za jedzeniem tabliczki czekolady popijanej sokiem pomarańczowym, gdy jest źle. Za podjadaniem drugiego śniadania (Adaś! A spróbujesz nie przynosić chałwy i bułeczek do szkoły! Nie będzie jogurtów wtedy
) i za powtarzaniem w kółko, że jestem głodna i nie spotykaniem się z tego powodu z jakimkolwiek zdziwieniem. Wręcz przeciwnie- “Chłopcy, zaskoczyć was?” “No?” “Nie jestem głodna!” “no co Ty!?!?!”. Za przeszkadzaniem wszystkim na angielskim, za obserwowaniem Pawła, który strzela różnymi dziwnymi rzeczami w różne dziwne miejsca i za bazgraniem Adamowi po książce od angielskiego. Za tym wszystkim co robimy razem i za tym wszystkim co robię sama, ale cały czas wiedząc, że ktoś gdzieś tam będzie dla mnie, jeśli tylko będę tego potrzebować.
Cholera no! Potrzebuję Was. Uzależniłam sie.
I tęsknie za moją wolnością. Tak bardzo. Wieeesz…
Komentarzy: 5
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

eh to samo odczuwam;/ i muszę się odwołać do tego, co wspomniałyście wcześniej z Aśką w komentarzach – ja też dziwnie się czuję nie śpiąc w tym samym pokoju z dziewczynami:P jakoś tak pusto i cicho bez Was… A szczególnie mi brak tych bezsensownych wieczornych rozmów (głównie o tym samym:)) pozdrawiam:*
A żeś się Adaś rozpisał
Normalnie szał na trybunach
Nie martw się Beatko, we wrześniu znowu będziecie miały mnie dosyć. I będziemy śpiewać disco polo! Tak!
ehhh wykasowalo mi sie:( no dobra mniejsza o to ale nei rozumiem ze nagle tak sie stesknily kurcze, cos tu podejrzanego jest. A czy bede inna jak powiem ze mi sie spi dobrze samej?? (to tak zeby potem moc sie wami nacieszyc) buzzzki:*
No, masz rację. Cholera…