Naprawdę ze mną źle. Moje życie stało się obce dla mnie do tego stopnia, że wzięłam się za sprzątanie tej góry bluzek, spódnic i spodni, wylewającej się przy każdym otworzeniu szafy na środek mojego pokoju. Najgorsze jest to, że nawet nikt mnie do tego nie zmuszał, po prostu tak strasznie mi się nudziło, że musiałam sobie znaleźć jakieś zajęcie. Dobrze, że nie wzięłam się za wymienianie wody rybkom w akwarium, bo wtedy zaczęłabym się o siebie naprawdę niepokoić.
Powinnam się już nauczyć, po tylu latach, że przed braniem się za tak karkołomne przedsięwzięcie powinnam uzbrajać się co najmniej w kubek herbaty na uspokojenie, noktowizor i saperkę. Niestety, jako, że rzadko robię akurat to, co powinnam, nie uzbroiłam się i do mojej małej misji przystąpiłam z gołymi rękami. Na rozgrzewkę wybrałam szufladę z bielizną, która okazała się skarbnicą pasków, szalików, apaszek i (sic!) paragonów na obuwie z HMu. Nie wiem skąd to się tam wzięło, ale chwilę później doszła jeszcze metka od klapek. No cóż.
Myślałam, że jestem gotowa na clue programu, czyli komodę. Nie byłam. Z każdą sprzątaną szufladą pytania takie jak “o matko, co to jest!?” czy ” jak ja mogłam w tym kiedykolwiek chodzić?” powracały jak bumerang, za każdym razem uderzając mnie w tył głowy z coraz większą siłą. Bliska depresji z ulgą przyjęłam propozycję wyjścia gdziekolwiek wypływającą z zewnątrz i jaśniejącą na ekranie monitora jak światełko na końcu cuchnącego tunelu. Propozycja ta okazała się idealnym pretekstem, żeby uwolnić się od krępujących mnie długich rękawów wypełzających z każdej szuflady i nogawek spodni atakujących mnie zza pleców, z kufra. Po paru zdecydowanych ruchach zastraszone grzecznie ułożyły się na swoich miejscach, a ja mogłam odejść z poczuciem jako tako wygranej walki. Szczerze mówiąc wątpię żebym wygrała wojnę. Moje własne bałaganiarstwo nieraz już dowiodło, że wystarczą mu dwa tygodnie, aby wszystko powróciło do poprzedniego stanu.
“Bałaganiarstwo” zresztą jest złym słowem, bo przez przemówienia mojej matki nabrało stanowczo pejoratywnego znaczenia. Znacznie ładniej brzmi “nieszablonowość” czy “nie poddawanie się schematom”, “spontaniczność” i “posiadanie artystycznej duszy”. I tego się trzymajmy. Ja nie bałaganię tylko nadaję rzeczom i pomieszczeniom cieplejszy, bardziej osobisty charakter, nie gubię rzeczy, tylko pozwalam im na znalezienie swojej własnej drogi, nie żyję w nieładzie, ale wprowadzam nową definicję uporządkowania. Ile mogą słowa, prawda?
Komentarzy: 7
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

hehe, słowa mogą więcej niż nam się wydaje, dlatego trzeba na nie uważać.
a poza tym Ty tylko pozwalasz na wzrost entropii swojego pokoju, co, gdy sięgniemy do jakis tam praw i tweirdzeń o entropii, której wzrost jest nieunikniony można uznać za ‘brak walki z przeznaczeniem’ xD i tego się trzymajmy
Dlatego je [słowa] trzeba trzymać krótko, nie pozwolić się rozpanoszyć, nie mieć litości przy jakichkolwiek syndromach samowolki tudzież niesubordynacji
hehe MartYko ja mam tak samo z tym balaganem a przez moja Burse szkolnictwa artystycznego moj pokoj jest jeszcze bardziej w artystycznym nieladzie
heh ja to tak nazywam
już 10 wyjedziemy sobie do 6 nieba a tam to dopiero będzie balagan… ops… sory… ARTYSTYCZNY NIEŁAD…
buziaki i do zobaczenia dzis na próbie
hehe
haha i pamietaj że Generał Italia zrobi porządnie poŻądek
jakkolwiek by nie było u Ciebie, u mojego kolegi jest gorzej
uwierz
wchodzę kiedyś do niego i oto co widzę: ubrania dosłownie po całej podłodze, majtki, spodnie, thisrty wszystko jest na podłodze po kątach, na biurku siedzi sobie talerz z kotletem (leżał tam tydzień), a koło kompa kilka butelek wysuszonych napojów alkoholowych oraz sterta chusteczek
u mnie za to porządek jakoś tak sam z siebie naturalnie wychodzi
, nawet w największym “bałaganie” dokładnie wiem co gdzie jest czyli to nie bałagan
W Bułhakowa w liceum jeszcze uwierzę, ale w Borgesa już nie, więc ogólnie rispekt, jak to się teraz pozywa:) Ten to dopiero mógł ze słowami…
Artystyczny nieład! ^^

tak !
Uwielbiam to pojęcie
W nim się najłatwiej odnaleźć…
Inni widzą w tym potencjalny chaos i bezład (tzw. inaczej przez laików ‘Bałagan’), a ludzie porządni potrafią odnaleźć w nim wszystko, co tylko jest im potrzebne, doskonale orientują się w tej przestrzeni