Wyjazd owocny. Dowiedziałam się, ach jakże wielu rzeczy.
Między innymi tego, że jeżeli leży się na słońcu przez cały dzień, nad idealnie chłodnym jeziorem, z idealnie dobranym kobiecym towarzystwem z prawie idealnymi zapasami jedzenia leżącymi w cieniu (jak zwykle za mało!) później przez więcej niż trzy dni wygląda się jak słodka pianka. Ta różowo-biała. Rolę strony różowej (i bolącej!) pełnią u mnie moje uda, brzuch i dekolt. Plecy oczywiście nadal są zbliżone do swej naturalnej barwy. Znaczy się śnieżnej bieli.
Inną ważną sprawą jest to, że po raz pierwszy w życiu nie musiałam robić absolutnie nic. I właśnie dzięki temu dowiedziałam się, że prozaiczne czynności jak zbieranie poziomek pod pobliskim lasem, robienie z nich pierogów, smażenie jajecznicy na 8 osób, czy nawet zmywanie naczyń (no, może tutaj już trochę przesadzam, ale to tylko dla większego efektu) może być źródłem jakiejś pierwotnej przyjemności. Co ciekawe, jeśli już mówimy o jedzeniu, znalazłam też dno mojego żołądka. Jednak, wbrew obiegowej opinii, nie dam rady zjeść wszystkiego. Poległam na pierogach.
Wieś Szkotowo okazała się też idealnym miejscem na obserwowanie płci męskiej. Z pomocą dziewczyn dokonałyśmy szybkiej klasyfikacji na dwie podgrupy: Pakerzy Z Białowieży i (z braku lepszej nazwy) Meny. Pakerów bardzo łatwo rozpoznać. Stoją dumnie wyprostowani z puszką piwa w ręku prezentując swój brak karku z pełnym zaangażowaniem. Zaobserwowałyśmy też inne typowe zachowanie dla tego gatunku. Scenka rodzajowa: dziewczyny pływają w jeziorze na dmuchanej orce, na brzegu pierwszy przedstawiciel, w wodzie drugi.
Pierwszy: Ej, wyłaź z tej wody, idziemy.
Drugi: Czekaj jeszcze chwilę.
P: ?
D: Poluję…. (Oczywiście stosowne zerknięcie w stronę Aśki i Kaśki)
P: (Po chwili zastanowienia. Widać wiele go to kosztowało, na czoło wystąpił pot, mięśnie lekko spazmatycznie zadrżały) Ale orki są pod ochroną.
Starali się z godnością odejść. Oczywiście nie wyszło. Meny charakteryzują się tym, że mogli by być przede wszystkim fajnymi kumplami, ale mają nas totalnie w dupie.
Bardzo wiele dowiedziałyśmy się też nawzajem o sobie. Okazało się np. że Anetka w stanach depresyjnych zabiera się za sprzątanie, czego się da, a Kasia miała niesamowicie barwne dzieciństwo: Zaczynając od bójek z kumplami pod lasem na skakaniu z okna w szkole z pierwszego piętra kończąc (”Oj no wiecie, taka rozrywka”- K). Do tego dochodzą jej bardzo wysoko rozwinięte zdolności niszczycielskie. Podczas naszego pierwszego wspólnego spaceru po Działdowie oparła się o kosz na śmieci. Kosz na śmieci w reakcji się popsuł. (Ciekawy dialog z tegoż spaceru: Beatka zauważa na niebie smugę po samolocie. B: O, Samolot! Anetka: Jakbyś zobaczyła kupę, to też byś krzyczała “O, pies!”?). Jednak największym zaskoczeniem była Ania- dziewczyna zawsze spokojna, przepraszająca za to, że kichnie- taka nasza dobra dusza, która zawsze sprowadza nas na lepszą z dróg. Którejś nocy spędzanej we cztery w pokoiku, w którym na styk mieściły się dwie małe wersalki (na których pewnej nocy spałyśmy w sześć- nie ma rzeczy niemożliwych) pokazała jednak swoje inne oblicze, nie mniej urocze. W powietrzu między mną, Asią i Anetką toczy się jakaś głupia rozmowa, Ania zdaje się pochrapywać na łóżku obok. Jednak po chwili rozlega się jej uroczy głosik: “A wywalić wam?”. Niezapomniane. Aniu, nie bij! Mimo Twojej drobnej budowy wiemy, że jesteś do tego zdolna.
Do obserwacji muszę dodać te, które uczyniłam odnośnie naszej grupy. Pierwszy raz w życiu, będąc w grupie większej niż dwie osoby absolutnie nie musiałam się kontrolować, martwić się jak wyglądam, co robie i jak może to być odebrane przez inne osoby. Nie musiałam bać się ocen, za to pająków mogłam jak najbardziej. I wiem, że inne dziewczyny czuły się tak samo.Długo nie mogłam dociec, czemu to zbiorowisko czarownic jest tak wyjątkowe, ale w końcu do mnie dotarło, że to dlatego, że żadna z nas nie chce być taka, jakie są inne. Nie ma wśród nas liderki, każda z nas ma do powiedzenia tyle samo. Taki nasz mały komunizm. Okazuje się, że w skali ośmioosobowej sprawdza się jak najbardziej.
Jednak najważniejsze obserwacje dotyczyły jedzenia (według naszej wspólnej hierarchii wartości: 1 miłość 2 jedzenie 3 cała reszta). Otóż: nawet najgorsza pizza smakuje pysznie jedzona z ogromnego chińskiego wooka w wyjątkowo szowinistycznej pizzerii. Odpowiedzią na dyskryminacje było pozostawienie, zamiast napiwku, absolutnie nieprzyzwoitego bałaganu na miejscu konsumpcji. Empirycznie doświadczyłyśmy też, że 6 dziewczyn zjada jednak znaaacznie więcej niż 5, jak to bywało w bursie. Zadziwiająco więcej. No i oczywiście: odkryłyśmy nową, niezawodną broń: co może stawić czoła sosowi po rozgniecionej rybce, ziemniakom z grilla, tudzież wszelkim innym kataklizmom. Ilustracja niech będą dwie sytuacje:
- Ej, co ja mam z tym sosem zrobić?
- Chlebkiem go!
-Ej no, jak spuścić powietrze z tego materaca?!
-Chlebkiem go! Bez litości!
Mam nadzieję, że Beatka doprowadzi do organizacji Drugiego Sabatu za rok. Łaaadnie proszę. Będziemy grzeczniejsze
A tak w ogóle to kocham Was wszystkie, dziewczyny
Dzięki 

(Nadal napisałam za mało… Nie napisałam o kąpaniu się tuż po deszczu w jeziorze, które wyglądało jakby chciało nas pochłonąć mgłą, unoszącą się tuż nad taflą wody, o wyprawie do sklepu skończonej ucieczką przed burzą, ani o uciekaniu Kasi na dach kibla przed młodszym bratem Beatki. O nogach podrapanych podczas zbierania jagód, ani o kijankach, które nas uparcie atakowały, a także o wielkim, różowym kole, które efektownie pękło w najmniej spodziewanym momencie. Ech… Forma ogranicza.)
Komentarzy: 9
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

mam ochotę skomentować bo to takie fajne było. fajrancik. albo nie! CYMES po prostu.
!
Wiesz co? Po 5 godzinach snu fajnie się czyta takie notki:)
E tam, a wy z Ciesielem to loserzy jesteście. Mieliście wpadać, i co? Nie było kogo topić
wpadać?:D ciekawe, skoro tak życzysz przyjaciołom to strach pomyśleć co z wrogami xD a relacja fajna, musiało być fajnie…jak zawsze na tego typu sabatach
, “chlebkiem go” wymiata
o jeeezu xD
ej, to ja! to ja! też tam jestem! o tam, na zdjęciu!
ekhm, czy ktoś już tęskni tak jak ja? Martik, nie moge uwierzyć że to mówie, ale nie moge bez Ciebie spać, cholera jasna.
Ja tęsknie. Nie wiem jak ja wytrzymam wakacje nie mieszkając z Wami. I ze snem też mam kłopoty
żałuj że nie zostałaś dłużej, u beatki w domciu było ubóstwianie punktu drugiego naszej hierarchi czyli ziemniaczki anetki:)
Martika!! To było “przywalić”, nie “wywalić”, naprawdę!! ;P
Ja też tesknię!!:*
‘Chlebkiem go’ ^^
hm
Pozytywnieee !