Są pewne choroby, które do dziś pozostały niezrozumiałe. Zaczynają się niewinnie, ot lekkie objawy, może to tylko zwykle przeziębienie? To rozkojarzenie, błędny wzrok, przyspieszone bicie serca i podwyższona temperatura w życiu, to przecież nic, to może tylko jakaś bakteria, czy wirus. Zaraz przejdzie, za tydzień minie, to tylko na chwilę. Bo to przecież nic wielkiego. Weźmie się witaminę C, trochę zdrowego rozsądku, rozejrzy sie trochę szerzej i dalej, znów będzie jak dawniej. Czcze gadanie. Bo to tylko początek.
Dopiero później okazuję się co za cholerstwo się złapało. Nie można już trzeźwo myśleć, bo wszystkie ciągi skojarzeń sprowadzają się do tego samego miejsca. Świat staje w miejscu i zaczyna kręcić się wokół jednego tylko punktu o średniej temperaturze 36,6 stopni Celcjusza. Punkt ten zwykle się przemieszcza, ale to nie przeszkadza Ziemi co chwila zmieniać położenia swojej osi. Inaczej ujmując: zaczyna się odczuwać zaburzenia równowagi. Nie tylko zresztą w ujęciu fizycznym, ale także emocjonalnym. Człowiek przestaje nad sobą panować, śmieje się bez powodu, czy płacze przez byle głupstwo. Wszystko jest inne, pełniejsze, piękniejsze, niebanalne, magiczne, nowe, nieznane i przerażające. Dlatego zawsze staramy sie z tym walczyć. Przynajmniej na początku.
Więc w bój idą argumenty zdrowo-rozsądkowe, w pierwszej linii ognia stają oczywiście te przeciw. Układ odpornościowy pracuje pełną parą, wszystkie komórki nerwowe ciała wytwarzają ochronna skorupę, żeby tylko już nic więcej nie przeniknęło. Chowamy się w niej jak najgłębiej możemy, byleby tylko nie dopuścić do siebie niczego i nikogo z zewnątrz, żeby tylko bardziej się nie zainfekować. Ale wszystko to za późno i nadaremno. Trzeba było się pilnować wcześniej. Bo do zakażenia może dojść nawet bez dotyku i bez oddychania, właściwie nikt nie wie jaką drogą rozprzestrzenia się infekcja. Ale pewne jest, że gdy Choroba wybierze Ciebie, nie ma już ratunku ani odwrotu.
I w końcu Ty to zaczynasz rozumieć. A, że wirus zawsze atakuje naraz dwia osobniki (ten prawdziwy, nie jakieś jego mutacje i podróbki, od których aż się roi w powietrzu) okazuje się wtedy, że dla tej drugiej osoby też już wszystko jest jasne. I po konsultacjach z nią, okazuje się, że z Choróbskiem można żyć jeszcze długo i bardzo szczęśliwie, ale tylko pod warunkiem: tylko razem. A gdy nie ma wyboru… no to cóż, no to nie ma wyboru.
Tylko, że wtedy pozostają jeszcze inni, którzy tak bardzo chcą pomóc i uzdrowić chorego. Wraz z nimi dochodzi sam Los, który też nie przebiera w środkach, aby zniwelować działanie wirusa. Ale z chwilą, gdy Miłość naprawdę nas dopadnie, gdy zatracimy się w niej bez reszty, nic już nie może nas wyleczyć.
3 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

(chyba wiesz, dlaczego usmiech (nareszcie
) ? xD)
fajny tekst, tylko we mnie wywołał smutek, ale ogólnie bardzo fajny
świetne!