“Bésame, bésame mucho,
como si fuera esta noche la última vez”
Si, si
Bésame. :*
No ale teraz schodzimy na ziemię i pogrążamy się w śmierci termodynamicznej tym razem nie wszechświata, ale w trochę mniejszej skali: mojej. Klasówka radośnie podskakując nieuchronnie zbliża się do mnie w zawrotnym tempie, co doprowadziło dziś do zbeszczeszczenia sakrum: na posiadówie w KFC z przyjaciółmi pojawił się osławiony zbiór zadaneczek. Kruczek. Na szczęście po dwóch godzinach wszystko wróciło do normy, notatki powędrowały tam gdzie ich miejsce, czyli na dno mojej torby, a my wróciliśmy do zwykłych tematów. Czyli nie jest źle. (Znaczy jeśli chodzi o fizykę to jest tragicznie, ale dobrze mieć taki ludzi jak Wy
:*)
Swoją drogą warto tu jeszcze zapisać wspomnienie pogo w spódnicy i sandałkach na koncercie Happysad (ach…). Niezapomniane. Moje stopy są tego samego zdania.
1 komentarz
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

Miałem się wybrać na jakiś koncercik ostatnio, ale chyba coś nie wyszło
A swoja drogą byłem na innych koncertach, ale tam panowie krzyczeli, bo chcieli wyjść, a nikt ich nie chciał wypuścić i chyba bardzo ich bolało ;]
Tak czy tak, mam własną teorię na temat tego zjawiska, o czym już pewnie Tobie powiedzialem (to tak a propos koncertów heavy / death metalowych na których to ostatnio byłem i filmu ‘Zdarzenie’, oglądniętego w międzyczasie ;])