Oswoić słowa

Słowa uciekają dziś ode mnie. Próbuję je zachęcić jak najdokładniej malując w umyśle odpowiadający im horyzont. Szukam skojarzeń i ich rodzin, słów im podobnych, aby nie czuły się obco w moim umyśle, żeby poczuły się jak w domu. Żeby nie musiały się martwić, że są niechciane, że nie pasują. Cierpliwie maluję kolory, poszumy, odbicia światła w oczach jednych i mokrość wody na skórze innych. Ocieplam barwy i przytłumiam ostre światło, łagodzę stoki myśli i ugłaskuję agresywne zazwyczaj pomysły. I nic.

Tylko czasami jakieś słowo, właśnie to, na które czekam, podejdzie, trochę spłoszone, trochę zdziwione… Już jest tak blisko, że prawie mogę je opisać. Ale ciągle bez używania jego samego, bo nadal go nie znam. Wystarczy jeszcze poczekać chwilę, bo już ociera się o świadomość. Poczekać bez ruchu, a samo wskoczy na końce palców i zagości, nazwane, napisane, określone na kartce. Ale ja nie jestem cierpliwa. Gdy tylko poczuję jego zapach wyciągam rękę czepiając się kolorów ogona. I zawsze nie jestem wystarczająco szybka. Zostaje zagubiona, z poczuciem niesmaku i niedosytu, plując sobie w brodę. Z paroma piórami w ręce, które jednak nie wystarczają by cokolwiek napisać.

Ale po co akurat te słowa? Wszystko da się napisać kilkoma sposobami. Mogę użyć przecież innych, mogę sprawić, że czytając Czytelniku, zrozumiesz to, co miałam na myśli prawie w ten sam sposób w jaki chciałam to wyrazić. Nie zauważysz różnicy, na pewno. Bo tylko ja mam tę świadomość, że gdzieś tam w zakolu mojej kory mózgowej, w wibracji mojego oddechu i między dwoma odcieniami w mojej tęczówce przyczaiło się to słowo. I tylko ja wiem, że nie z czystej złośliwości, ani wyrachowania, nie dlatego, że chce mi pokazać swoją przewagę, ale tylko dlatego, że tak bardzo się mnie boi. Moich wahań nastrojów, okresowej nieobliczalności i tego, że jeśli zbliży się do mnie, jego też mogą nie zrozumieć. Z rozpędu.

Muszę nauczyć się oswajać słowa. Żeby już się nie bały, żeby zrozumiały, że ja wcale nie chcę im zrobić krzywdy. Że kocham je wszystkie, bez wyjątku i takie jakie są. Z ich zawiłościami gramatycznymi, ortograficznymi dąsami i brzmieniowym nieładem.

Ale do tego trzeba tak wiele cierpliwości…

Komentarzy: 4

  1. wiesz, skojarzyło mi się z powiedzeniem “przerost formy nad treścią”. Ale nie myśl sobie, że to nie jest komplement – bo to jest komplement ! Ten tekst, że tak powiem, wzbudził we mnie uczucie podziwu dla Twojego kunsztu pisarskiego. Naprawdę! Myśli w mojej głowie które pojawiły się podczas czytania można nazwać ‘kurde-chciałabym-tak-kiedyś-piać’.
    nie ma tu zadnej ironii ;)

  2. Ojej, poczułam się dowartościowana. Szczerze mówiąc “przerost formy nad treścią” to dość dobre określenie całej mojej “twórczości”, bo to właśnie formą staram się na razie bawić. Dziękuję bardzo :*

  3. tylko nie próbuj tego na polskim … xD

  4. Czasem na lekcjach formą można zrobić bardzo wiele, opisując nawet jedno czy dwa słowa, które aktualnie wpadły nam do głowy… np. chrzest, dziewięćsetktórytobył i biała szata. A, i biskupi. Chyba. Czterech ich było. ?. Nie pamiętam ;] I już maluje nam się ładne wypracowanie na 10 stron, stylem nienagannym, szóstkowowspaniałymwyróżnieniowym
    Wspaniale piszesz
    A ja szaleję
    Zamiast pisać
    Zamiast fotografować
    Zamiast ruszyć tyłek i coś narysować…
    Szaleję
    Motor to zarąbista zabawka
    Zabawka – dla – dużego – chłopca
    No, może trochę za dużego
    Ale za to… Jak wspaniale będzie jeździć i fotografować Od ruin do ruin, od lasu do lasu… Od własnego miasta… Do przyjaciół
    Pewnie kiedyś przyjadę Może niedługo…
    Jak wreszcie zapali xD
    (aha, i mam kask ;]….

    tylko gogli nie mam ;])

    Jest dobrze


Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz