Odkrywczo stwierdzę, że wróciłam. Nie mogę jednak powiedzieć, że wróciłam w pełni sił, bo takie szczegóły jak ból gardła, głos przypominający odgłos, jaki wydają nienaoliwione zawiasy, nie-wiem-ile siniaków niewiadomego pochodzenia i to, że wyglądam jak Rudolf. Czerwononosy renifer. Ale jednak trzeba przyznać było miło i eee… intensywnie. Nie wdając się w szczegóły- wspomnienia ciekawe. Teraz nie mam nawet siły tego opisywać, może później. A może nie… Bo coś czuję, że będzie dość ciężko oddać atmosferę wyjazdu. Teraz tylko przytoczę tekst kapelmistrza, którym mnie uraczył na którymś z koncertów. “Martika! Kto się upoważnił do śmiechu?”
Szkoda tylko, że skład orkiestry był niepełny.
PS: A Ty się nie martw, będzie dobrze.
Komentarzy: 3
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

mam nadzieję, ze zmutowany głos utrzyma Ci się do środy: chce to usłyszeć!
i zeby nie było ze jestem zła i niedobra to chce zeby TYLKO głos został, ból może minąć
Hehe już nie udawaj i tak wiem, że jesteś zła i niedobra i tylko stwarzasz pozory. A ja mam nadzieje, że jednak mi przejdzie, bo to brzmi naprawdę hardcorowo.
tęskniliśmy eM