Komu w drogę temu śpiwór
Oświadczam wszem i wobec, że wyjeżdżam. Nawet nie mogę napisać, że wyjeżdżam ot tak, szalenie i bez planowania, bez pieniędzy i celu, bo wyjazd niestety absolutnie szablonowy i nic szalonego w sobie nie mający. Znaczy teoretycznie. Bo z takimi wyjazdami to akurat różnie bywa. Otóż.
M, wyjeżdża jako waltornistka, nie wiedzieć czemu nawet sekcyjna. M bierze śpiwór, karimatę i swojego tygrysa (znaczy torbę w paski… znaczy znowu nic zaskakującego) i pakuję się dziś wieczór do autobusu pełnego trębaczy, tubistów, klarnecistek i młodych mażoretek, dla których wyjazd ten będzie chrztem bojowym. Jednak autokar nade wszystko będzie pełen Kapelmistrza, który od paru tygodni gra rolę tresera poganiając nas i ustawiając na wszelkie możliwe sposoby. Ja z przyczyn technicznych bywam na próbach tylko w piątki i soboty, ale z wiarygodnych źródeł, wiem, że nastrój przedwyjazdowy objawia się u niego niezmiennie od pewnego czasu. Znaczy od Buki wiem.
Więc się zapakuję i co. Pewnie nawet nie będę miała miejsca siedzącego. Bo po co? Od dłuższego czasu na wyjazdach konsekwentnie zajmuję miejsce leżące na podłodze pośród odnóży mażoretek. Niestety jest to pierwszy wyjazd, na którym koło siebie nie będę miała leżącej plackiem perkusistki. No ale od czego jest Buka? Więc do autobusu wraz z prowiantem zabieram również koc i poduszkę. I zabiorę się do kruszenia ciastkami na podłogę, do horyzontalnego śpiewania w środku nocy i do narzekania na bolące kości. Do śnienia snów dziwnych, jedynych w swoim rodzaju, pojawiających się tylko w takich sytuacjach.
Dopiero teraz jak zaczynam o tym pisać powoli ogarnia mnie nastrój wyjazdowy. Powoli dociera do mnie, że jednak może być fajnie. Że może i faktycznie, skład orkiestry się zmienił, a w Niemczech nie będzie paru osób, które tak bardzo bym chciała żeby były, ale… Jednak będę spać na podłodze w budynku niemieckiej szkoły, jednak będę nosić uciążliwy instrument niezależnie od pogody, będę robić musztrę, mimo, że mi się nie będzie chciało i będę jeść niedobre niemieckie jedzenie. Będę się śmiać i będę tańczyć z ludźmi, za którymi tak tęsknie, gdy jestem w Warszawie. I będę patrzeć na miejsca, gdzie się wiele rzeczy dla mnie zaczęło. Ja chcę już jechać.
Do Hagen. Na któryś tam Festiwal Orkiestr Dętych.
Wracam w poniedziałek.
Liczba komentarzy: 3
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

będziemy tęsknić eM
Wrażliwa z ciebie dziewczyna i muzykalna… gratuluję
miłego ;]