Wypadałoby coś napisać bo mi statystyki radośnie lecą na łeb na szyje. W sumie z tym “radośnie” to taka moja nadinterpretacja, ot, paskudny nawyk jak ktoś to kiedyś określił. A właściwie nie nadinterpretacja, tylko koloryzacja rzeczywistości, bo akurat w tym przypadku tworzenie bytów ponad konieczność nie jest rzeczą złą (Właśnie obaliłam Teorię Profesora Stasiaka. Teraz niech się dzieje wola nieba. Satysfakcja przeogromna, nieopisywalna, ach.). A wracając do statystyk. Oczywiście, nie piszę się dla nich. Absolutnie. Wklepywanie w białe okienko literek jest przyjemnością samą w sobie, bo ach coś z niczego, bo ach kawałek mnie, bo ach itd. itp. Ale próżność kobieca, ludzka, czy jakkolwiek by ją zwać każe, obserwować głupi wykresik, może trochę wstydliwie, może trochę z zażenowaniem, ale jednak. Cóż, człowiekiem jestem.
A w ogóle to wiosna przyszła- Informacja dla tych, co zapatrzyli się nie w ten sposób, w który się powinno. Zapowiada się pięknie, zielono, słonecznie. Oznakami: mój ostatni pociąg do spódnic wszelakich, falujących, fałdowanych, wirujących, tańczących i ukwieconych, zmiana kolorów z czarnego na czarny z jakiś-tam i upinanie włosów częstsze niż zimowe. Jaskółka wiosny nie czyni. I pąki na drzewach i słońce świeżo po kursie nawiązywania znajomości, a więc ośmielone, prawie, że bezczelne, zawadiackie, aż czasem namolne i męczące. I cale to nie zapachy, w Warszawie co prawda niewyczuwalne, ale w domu dyskretnie obezwładniające. I wcale nie to przeziębienie, które występuje tylko kwietniowo- majowo z wielką natarczywością.
Bo wiosnę czynią uczucia, słowa, gesty i spojrzenia. Czyje? Dla każdego odpowiedź jest inna. Dobrze, że ja znam swoją.
Komentarzy: 10
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

Ach, ten kompleks statystyk… znam ten ból. Ale to dziwne uczucie… Jak wchodzi troche więcej ludzi, to człowiek niby sie cieszy, a niby panikuje, że te brednie ludzie czytają. A jak mało osób wchodzi, to panikuje w druga stronę. Wyjście? Zrobić sobie kolejna herbatę ;]
“Oto jest historia pewnej wiosny, wiosny, która była prawdziwsza, bardziej olśniewająca i jaskrawsza od innych wiosen, wiosna, która po prostu wzięła serio swój tekst dosłowny, ten manifest natchniony, pisany najjaśniejszą, świąteczną czerwienią, czerwienią laku pocztowego i kalendarza, czerwienią ołówka kolorowego i czerwienią entuzjazmu, amarantem szczęśliwych telegramów stamtąd…”
Wiosna
Wiosna wiosną
wiosna jesienią
wiosna zimą
wiosna latem…
Wiosna o kazdej porze dnia i roku…
Kiedyś odczuwałem wiosnę częściej… i zapychałem mądrymi, filozoficznymi niemal stwierdzeniami i myślami skrzynkę pewnej osoby, zwłaszcza zimą i późną jesienią…
No coz. Znowu przyszla wiosna,
tym razem bardziej przyziemnie i Słonecznie, ale zawsze. Wiosna to wiosna
Pamiętam tę Twoją wiosnę. Szkoda, że potrwała takt krótko.
jaki ładny radosny wpis !
mi to dopiero statystyki lecą…
Muszę się w końcu zebrać i napisać coś depresyjnego, żeby w rutynę nie popaść, ale to nie teraz Ogródek wzywa xD
A ogródek jest znany jako świetny antydepresant xD
Kiedys przyjdzie znowu…