Imperium kontratakuje
“Ziuuuum!”
Terytorium Imperium rozrosło się dziś o nowe ziemie. Jako że Współlokatorka po paru lekcjach zdezerterowała z mojej ławki na konkurs gdzieś tam, wraz z rycerzami ubranymi w garniturowe zbroje, miałam okazję do podboju nowych terenów. Siedząc na każdej lekcji z innym kolegą, miałam przed nosem ich zeszyty. Więc do Ziem Podbitych w postaci książek i zeszytów Aśki, książki i zeszytu od hiszpańskiego Marszala oraz książki od angielskiego Pawła [poprawka: książka jest jednak również Marszala. Mała sprzeczność, Paweł do tej pory nie sfinalizował procesu kupna. W sumie nawet chyba go nie zaczął...] dołączył zeszyt Minika i Marcina od biologii. Co prawda Wąsu próbował mi potem wmówić, że podbity teren otoczył płotem i że znajduję się on na dnie jeziora, ale co pozostało moje, to moje. (Próbował też wmówić inne rzeczy: że Miniś ma czułki napędzane hemolinfą i że Gwiazdor jest człowiekiem rybą… I to wcale nie ja mam “zrytą psychę” jak NIEKTÓRZY twierdzą…) Gwiazdor zresztą próbował stworzyć konkurencję w postaci skolonizowanej wioski w pobliżu, w tymże zeszycie, ale moje radosne “Ziuuuum” przetrwało. Ku chwale Imperium.
Dziś ogólnie M ma humor okołoksiężycowy. Nie rozwodząc się nad powodami, podam przykłady. Jako, że humor ów jest silnie zaraźliwy, skończyło to się całomatematycznym impludowaniem radością, pośród skupionych ściśle umysłów i brzęczenia świetlówek. Skończyło się wybuchem śmiechu na środku lekcji polskiego i pobłażliwym spojrzeniem Pani Profesor. Krztuszeniem się kanapką za plecami Krzysztopha na widok Aśki malującej paznokcie nad Hamletem. Chociaż w sumie teraz ja też mam pomalowane paznokcie. Nad Makbetem tym razem.
Do tego doszła eskapada w poszukiwaniu jakże-potrzebnych-podręczników do historii i biologii. Zwiedzone zostało pół Warszawy (dziękujemy towarzyszowi podróży… I wcale nie zasłaniam zabytków!) na trasie: moja szkoła- kino Femina- prawie Stare Miasto- Ogród Saski- Śródmieście (tutaj zostałam osamotniona w boju) i z powrotem Ogród Saski, aż w końcu tramwajem do bursy. Uff… Nie mam siły. Zwiedziłam cztery księgarnie oddalone od siebie o stanowczo zbyt duży dystans, ale udało się. Trofeum w postaci dwóch książek do biologii i jednej do historii zostało zdobyte.
(Ech… Jaki słitaśny ten wpis. Ble)
Liczba komentarzy: 9
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

“książki od angielskiego Pawła”??? xD Ale o co chodzi??? xD
Nie, nie zasłaniasz zabytków… oszukuj się dalej! xD
Zapomniałaś jeszcze o tym: “Jak byłam mała, to Warszawa kojarzyła mi się z tym…” xD
I kiedy Ty zdążasz te notki na blog pisać?? ja ledwo zdążyłem wrócić i się ogarnąć, a tu już jakieś wypracowanie ;D jeszcze do tego “słitaśne” xD
fajnie, ku chwale imperium! i nie narzekaj spacer jest zdrowy a troche zdrowia nigdy nie zaszkodzi
oj no przesadzasz Pawel, przeciez to jest tylko pare zdan.
I spadaj, nie zasłaniam zabytków, to są jakieś podłe insynuacje pod moim adresem… No, chyba, że chodzi o to, że jestem taka wspaniała, że nikt już nie patrzy na zabytki, tylko wszyscy obserwują mnie
padłem
Taaa, nie ma to jak spacer wzdłuż najruchliwszej ulicy w mieście… Ten ołów, to COdwa…
Widzę, że nieźle się tam zabawiacie… Ach, liceum, liceum…
A da sie otoczyć jezioro płotem? Zresztą, Twój kolega mylił się. Najnowsze badania OBOP wykazały, że Gwiazdor jest pół-człowiekiem, pół-glonojadem, pół-antylopą. Te skrzela mogły zmylić
No pewnie, nie ma nic lepszego. Takie odżywcze, dobre na włosy i cerę powietrze
A moje liceum jest jedyne w swoim rodzaju. Teoretycznie “kujońskie” i “nudne”, a tak naprawdę jakieś takie ciepłe i moje. Nie wiadomo skąd ani dlaczego.
Definicja Gwiazdora składającego się z trzech połówek jest a) niematematyczna, b) niepełna. Gwiazdor ma przecież jeszcze połówkę leniwca i połowę esencji Gwiazdorowej
(eeeee… pozdrawiam Piotrek :D)
To, że liceum ma wysokie noty, może świadczyć wręcz na odwrót. Bo do dobrych wyników trzeba nie kucia, a kreatywności i inwencji. I luzu. Zresztą, na pewno jest zabawnie, tylko inaczej.

a) nie wiesz, że kobieca logika jest niematematyczna?
b) Wiec jednak OBOP się mylił…
Jakby tak popatrzeć… to by oznaczało, że antylopa=glonojad, człowiek=leniwiec okraszone esencją gwiazdorową… to by miało sens…