Walka
“Ginę… Ach krwawią rany w mym umyśle. mózg wylewa się uszami, życie ucieka, odpływa, wycieka ze mnie… Jeszcze chcę je złapać, jeszcze walczyć, jeszcze trzymam moją jedyną broń w dłoni, jeszcze mam otwarte oczy. Jeszcze próbuję zachować świadomość, oddzielić mój głos i tych parę wyobrażonych głosów, od tych otaczających mnie z każdej strony. Zrozumienie tego, co się dzieje wokół mnie może być wybawieniem. Ale ja już nie mam sił. Pooli nadzieja odpływa, prawie znika, wraz z upływającym czasem (nie powinno być odwrotnie?), a Ich słowa, jakby spoza mojego świata, zamiast cokolwiek wyjaśnić, tylko tłumią sens, wpychają się jak wata do uszu, zatykają nos, zasłaniają oczy, których powieki… Ach, takie ciężkie. Ale ja ciągle walczę, mimo że bez poczucia sensu i celu, bez identyfikacji z tą batalią. Ale i tak coś w środku (na pewno? Może to coś z zewnątrz…) nie pozwala poddać się do końca, praktycznie wbrew mojej woli. O ile lepiej byłoby przestać się już męczyć… O ile łatwiej… Ale ja jeszcze jestem. Nie, nie zasnę, nawet mimo tego, że ta lekcja jest tak cholernie nudna.”
Cytat z mojego notesu, który leżał na ławce podczas lekcji polskiego. Wymowne.
I w końcu nie zasnęłam, chociaż, gdy pisałam to coś, moja pozycja była już zbliżona do horyzontalnej. ![]()
Liczba komentarzy: 3
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

popieram, pozycja horyzontalna moją ulubioną, gdyby nie potrzeby fizjologiczne i gdyby słońce mi rano nie świeciło w okno to spędzałbym w niej ponad 12h
a póki co muszę się zadowolić 8-11h
Ech taaak, sen jest jedną z najciekawszych czynności. Może to trochę deprymujące, ale w mojej hierarchii stoi dość wysoko. Gdzieś po miłości i jedzeniu
polski jest twórczy… a przynajmniej MOŻE być twórczy