Czasami wraca się do starej książki i odkrywa się zupełnie nowe smaki i kolory. Zwykle dość niechętnie, gdy już nie ma czego czytać. Zwykle bez przekonania wyciąga się rękę po wydawałoby się znaną treść i jeszcze raz składa te same, a jednak tak inne litery, dobiera się zdania, stawia przecinki i wstrzymuje, wraz z oddechem, te same słowa.
Docenia się barwę słów, opisów i odcienie ludzi. Głębie zapachów i malowanych obrazów. Na nowo znajduję znaczenie, i mimo, że ta powieść przecież już kiedyś się skończyła, ale przecież trwa, trwa nadal, bo miała swój koniec nie teraz, a w innej czasoprzestrzeni, gdy ta sama, a przecież zupełnie inna, dziewczyna z wypiekami na policzkach wtapiała się w zielony fotel. I niby coś tam świta, coś się z tego jeszcze pamięta. Ale chyba tyle samo, co pamięta się z tamtej osoby. A to tylko potęguję tajemnicę.
Ale pewne rzeczy tracą magię. Czasem, mimo niewątpliwego uroku, uderzają absurdalnością długie opisy zdarzeń, które powinny być spisane pośpieszną ręką, gdzie powinno brakować paru szczegółów, powinno być bardziej ludzko, mniej idealnie, z uczuciem, ze strachem. Różne osoby powinny pisać inaczej, a tutaj każda mówi tym samym językiem, który przecież może mieć tyle odcieni, ilu bohaterów. No ale… Ktoś sie chyba stał mniej naiwny, mniej zapatrzony i zaczytany, mniej pochłonięty treścią. Zaczęła się liczyć forma.
Starzeję się. Jak nic. Czytanie książek drugi raz jest dość niebezpieczne. Za dużo można zauważyć.
Komentarzy: 3
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

ja tam lubię czytać książki po kilka razy, ot chociażby Pan Tadeusz, 4 razy już, Wiedźmin póki co 2 bo mało czasu a do czytania dużo
ja mam tak, ze trudno jest mi zacząć czytać ksiażkę po raz drugi, ale co ciekawe, kiedy już przeczytam kilka – kilkanaście pierwszych stron to jakby nie wiem co będzie dalej; nie pamiętam zakończenia . dziwna jestem
Ja też lubię, właśnie dlatego, że one się zmieniają z każdym przeczytaniem. Tylko właśnie trochę przerażający jest fakt, że to nie słowa zamieniają się miejscami, tylko ja ewoluuję w jakieś inne stworzenie.
A moim najbardziej wygniecionym, wypiaszczonym i poplamionym czytadłem jest Mistrz i Małgorzata Bułhakowa. Wspaniałe.