Świątecznie
Oh ah. Wielkanoc idzie. Jajka się uśmiechają, zajączki już niestety nie, bo zamiast kicać, to siedzą w pasztecie mojej babci. No ale cóż, z całym moim mięsożerczym wyrachowaniem, muszę stwierdzić, że absolutnie mnie to nie martwi. Inni mogą sobie jeść pasztet z kiełków i selera, a ja mam dzieło sztuki kulinarnej.
I od rana zapachy czarują i obezwładniają, usypiają i pobudzają do życia jednocześnie, ugłaskują i poruszają. Kuchnia mojej babci jest niesamowita. Nikt tak jak ona z najprostszych rzeczy nie potrafi wyczarować takiego Jedzenia. Właśnie Jedzenia, a nie jedzenia. “jedzenie” możemy znaleźć wszędzie i w każdym domu, a kto choć raz zawita do naszego, ten już na stałe ma odciśnięte na sobie piętno tych smaków. A Wielkanoc i Wigilia to dwa okresy kiedy kuchnia przyciąga ze zdwojoną siłą. Bo kto nie lubi podkradać sosów, jeszcze ciepłych ciast i dopiero co ubitych kremów, wyjadać bakalii i dostawać do wyskrobania łyżką garnków po rozpuszczonej czekoladzie lub mleku skondensowanym? Na pewno nie ja.
I nawet nie przeraża mnie sprzątanie ogólnodomowe i latanie w to i z powrotem ze ścierką do wycierania naczyń/ zmywakiem/ szczotką/ śmietniczką/ odkurzaczem i podobnymi wynalazkami. Nie martwi mnie mój jęczący młodszy brat. Bo za oknem słońce po raz kolejny dające nadzieje, że może tym razem to już wiosna przyszła. A w domu kot, który od paru dni jest tylko czarno-białą smugą. Wszędzie pełno jej i jej proszących oczu, rozbieganych łapek i wijącego się ogona. Na nią też czar kuchni ma bardzo silny wpływ, co powoduje coraz częstsze okrzyki Władczyń Kuchni. “Idź mi stad i tak nic nie dostaniesz….” A chwilę potem w miseczce leży świeżo pokrojony ser.
Liczba komentarzy: 4
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

I widział Bóg, że to co stworzył było dobre
Najlepszego
A ja zagrabiłem liście z podwórka i nauczyłem się Fugi w D-minor Bacha na gitarze. Nie wspomnę o tym, że nagrywam piosenkę!
hihihaha
i po raz kolejny demoniczny chichot xD
Świąteczny! Nie demoniczny!