na opak

Taak proszę państwa. Koniec z obijaniem się, z lenistwem, z udawaniem, że się chodzi na rekolekcje. Koniec z leżeniem na niewygodnym bursianym łózku bez ruchu tylko dlatego, że ma się na to akurat ochotę i nie ma nic lepszego do roboty. Z nałogowym czytaniem Garfielda do momentu, aż z literek w dymkach robią się szlaczki. Skończyło się. Jutro czas iść do szkoły a to oznacza smutek i żałobę. Bo trzeba będzie zawiązać sznurówki, podwinąć rękawy i być znowu takjaktrzeba.

A ja lubię takie dni, w których wszystko robi się nie tak, jak sie powinno. Takie jak dzisiaj. Według wszelkiego poczucia przyzwoitości i w ramach wypełniania obowiązku szkolnego należałoby dzisiaj wstać o 6.50, ubrać się i wyruszyć jedną z czterech tras tramwajowych w kierunku budynku szkoły, odsiedzieć dwie lekcje, po czym udać się do kościola po zbawienie. Ale nie. O 6.50 mój budzik pouczony moimi wczorajszymi instrukcjami, wedle oczekiwań nie odezwał się z drzemkę zbudziło prawie że radosne “cześć śpiochy” w wykonaniu naszego wychowawcy. Jedyną stosowną odpowiedzią na takie pytanie był oczywiście niezidentyfikowany jęk. Aśka spała snem sprawiedliwej, więc to ja przejełam na siebie obowiązki gospodyni. Na którą macie? Rekolekcje… Ale na która? na dwunastąąą… Aha. Po czym pan kontroler rozejrzał się po pokoju oceniajać czystość w pokoju na najniższą z możliwych. Zgodnie stwierdziłyśmy, że to niesprawiedliwe, bo przecież sama nasza obecność w tym pokoju dodawała pomieszczeniu niebywałego uroku.

Aby zdrowo rozpocząć dzień zaczęłam go od pożywnej zupki w proszku. Oczywiście nie należy jej przyrządzać tak, jak na opakowaniu. Kluski zalać wrzątkiem, odlać, dosypać proszku, zamieszać. Ble. W tym momencie za oknem zaczął padać śnieg. Kolejna rzecz nie na miejcu dzisiaj. Dochodząc do wniosku, że to będzie ciekawy dzień postanowiłyśmy iść do kina. W południe. Tym razem to my okazałyśmy się nie na miejscu. Film od osiemnastu lat… Cóż za rok na pewno będziemy znacznie dojrzalsze i dopiero wtedy będziemy gotowe go obejrzeć. Ze zdziwieniem zauważyłam, że fakt nie sprzedania nam biletów nie wywołał tak dużej irytacji jak zazwyczaj.

Nie powinno się chodzić do pijalni Wedla i wydawać stanowczo zbyt dużą sumę pieniędzy na pucharek czekolady. Podobnie nie powinno się jeść pizzy trzeci raz w tym tygodniu, ani chodzić w ciężkich glanach, gdy ma się wrażenie, że łydki są zbudowane z kawałków szkła. Nie powinno się leżeć bez ruchu na łóżku przez pół godziny, ani chodzić na głupie apele w bursie. Nie powinno się również siedzieć na gg do późna zamiast uczyć się do klasówki z hiszpańskiego, a już na pewno nie powinno się pisać takich wpisów na blogu. Teraz z dumą twierdząc, że wszystkie te rzeczy zrobiłam, idę spać z poczuciem spełnionego obowiązku.

Komentarzy: 2

  1. Jak to mawia mistrz Schulz – najgorzej nie wyżyć życia.
    Wszystkiego dobrego. :)

  2. Martika, kocham twoje lenistwo kocham twoje wpisy i chore mysli :P

    solidaryzje sie w bólu wczesnego wstawania ty bo musisz dojechaj do szkoły a ja bo mam problemy ze snem (słysze wszytsko co sie dzieje na okolo :/ to nie jest mile) wlasnie po tym drastycznym przebudzeniu dociera do mnie ze moje wspaniale i blogie sny to własnie tylko sny i budze sie do szarej rzeczywistosci ;P

    ;*


Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz