Uchylone drzwi
Otwarte drzwi zawsze mnie niepokoiły. Nieważne, czy pomieszczenie za nimi było jasne, czy zaciemnione, czy znałam każdy mebel i bibelot na pamięć, czy widziałam je pierwszy raz. Nigdy nie chciałam go oglądać. Drzwi są po to, by pozostały zamknięte. Czasami uchyli je uprzejme ramię, przepuści przodem, a ja poczuję czyjąś dłoń na plecach. Ale tylko czasami. W innym przypadku niech oddzielają mnie od swoich sekretów, myśli i dźwięków nie należących do mojego pokoju. Nie mieszajmy powietrza.
Boję się nieznanego. Każdy chyba się go obawia. A mimo to przyciąga mnie ono tym bardziej, im większą jest tajemnicą. Nie pozwala cieszyć się tym, co już mam. Zakrada się niepostrzeżenie, okręca moje myśli liną z marzeń, a one nie mogą się uwolnić i płynąć zwykłym rytmem. A przecież nie można wiecznie stąpać w chmurach. Dlatego zamykam drzwi, zatrzaskuję okna. Zabijam deskami szpary i uszczelniam framugi watą. Ale wysiłki i tak nic nie zmieniają, bo zawsze gdzieś na ścianie zawsze znajdę smugę światła rzucaną przez uchylone drzwi. I wtedy literki z książki, która akurat czytam są pozostawione same sobie, a głos, który stara się mi coś zakomunikować jest zagłuszany przez te jaskółki za oknem… I im częściej zauważam u siebie to oderwanie od świata, tym wytrwalej uszczelniam okna, wyrzucam klamki i psuję zawiasy. Ale to tylko hiperbola. Ja po prostu konsekwentnie wstaje z fotela i zamykam drzwi.
Smakować chwilę. Tak bardzo chciałabym się tego nauczyć. Skupić się na tym, co odbierają moje zmysły, na perfekcji sekundy. Na tym, że przecież nie muszę się bać i martwić, bo przecież jest Ktoś, kto sprawia, że świat wygląda zupełnie inaczej. I staram się o tym pamiętać, ale zawsze gdzieś tam pozostają te niedomknięte drzwi, przez które tak nieubłagalnie prześlizgują się zmartwienia. „Co dalej?”- syczy wąż, podnosząc trójkątny łeb. „A co jeśli…?”, „A co jeżeli…?”- natrętne pytania odbijają się w oczach czarnego, wyliniałego kota, siedzącego na parapecie. Nieproszeni goście nie rozumieją delikatnych prób wyproszenia ich. Więc po prostu wstaję z fotela i zamykam drzwi.
Carpe diem
Martika
PS: Proszę zamykać drzwi. Potrzebuję takiej zawieszki na klamkę w pokoju…
Liczba komentarzy: 5
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

Chyba najlepszy kawałek Twojego tekstu, jaki czytałem.
Co dalej? A co jeśli? A co jeżeli? Cóż mnie te pytania nie ruszają, na 1 zawsze znam odpowiedź, a pozostałe dwa nie są dla mnie jakieś aż tak groźne
A dobra obsesja nie może być zła, czym byłby ten świat bez ludzi z lekką obsesją? (ja np. przez wiele lat miałem obsesje, że w ciemności coś ciągle jest za mną xD)
Carpe noctem
Hmm no niby taaaak, ale wiesz trochę męczące jest budzenie się tylko dlatego, że ktoś zostawia otwarte drzwi w moim pokoju… nie ma to jak przechodnia sypialnia. ;|
Komplement! komplement od Daniela!
Dziękuję ;]
Ode mnie? Śpiący byłem